Jeśli chcesz być informowany/na o nowej notce, wpisz się do Księgi Gości lub napisz na moje gg: 4278677:*
Pozdrowienia dla wszytskich moich czytelników :)
>> piątek, 10 lipca 2009 11:17:23
…pokój w stanie ruiny. Tarzały się po nim stosy papierów wcześniej ułożone na biurku właściciela gabinetu. Nie było ani jednego przedmiotu, który stałby na swoim dawnym miejscu. Wszystkie rzeczy były poprzewracane, połamane, a większość z nich leżała na środku pomieszczenia.
-To dlatego…- dotarła do niej szokująca prawda.
Nogami zaczęła torować sobie drogę do tylko jej dobrze znanej skrytki. Okrężnymi ruchami nogi odsuwała wszystkie leżące na podłodze przedmioty. Dochodząc do rogu pomieszczenia klęknęła na kolana. Cała powierzchnia pod stopami pokryta była kwadratowymi, szaro-białymi płytkami. Delikatnie przycisnęła róg jednej z nich w dół, powodując uniesienie się drugiej strony porcelanowego przedmiotu. Podważając palcami wyciągnęła go ze szczeliny i położyła obok siebie. Jak się okazało pod niepozornym kawałkiem płytki znajdowała się skrytka poszukiwana tak długo przez ludzi wroga. W ciemnym otworze widoczna była jedynie mała drewniana skrzyneczka. Ręce drżały jej ze strachu. Spodziewała się najgorszego. Oczami przeszywała rzecz na wskroś. Miała nadzieje, że ten mały rulonik znajduję się cały czas wewnątrz. Dokładnie wiedziała, co się stanie kiedy okaże się, że go tam nie ma. Przed sobą miała już obraz płonącej wioski. Widziała domy przewracające się pod wpływem uderzenia łapy ogromnego lisa. Przerażone twarze ludzi uciekających w popłochu przemykały tuż obok niej. Wszystko co kochała, o co walczyła stało się gruzowiskiem i zgliszczami. Potrząsnęła przecząco głową starając się odpędzić od siebie złe myśli. Wyciągnęła drewnianą skrzyneczkę przełykając nerwowo ślinę. Uniosła jej wieko do góry, po czym odetchnęła z ulgą, gdy jej oczy dostrzegły upragniony widok. „Skoro zwój jest na miejscu ominęło nas największe niebezpieczeństwo”- pomyślała. Uspokoiła się nieco i schowała przedmiot z powrotem do skrytki. Nie zauważyła, że w pomieszczeniu od dawna przebywa jeszcze jedna osoba. „Co ona robi? Klęczy w rogu swojego gabinetu podczas, gdy dookoła jest taki bałagan? Całkiem oszalała?”- zastanawiał się spoglądając na Hokage. Kobieta podniosłą się z kolan i odkręciła się przodem do nieoczekiwanego gościa. Siwowłosy nie czekając na pytanie ze strony blondynki o jego nagłą wizytę uprzedził ją i powiedział:
-Naruto zaginął. Przeszukaliśmy całą wioskę, ale nigdzie ani śladu.- powiedział ze spokojem, jednak w środku targały nim emocje. Czuł nienawiść, gniew, a zarazem smutek. Nie mógł sobie darować, że jego kolejny uczeń został porwany. Nawet nie przypuszczał, że „czarny scenariusz”, o którym mówiła mu Hinata był prawdziwy. Kiedy, jednak poszukiwania prowadzone przez Nejiego, Kibę i Shino nie dały tak bardzo oczekiwanych rezultatów, prawda uderzyła w niego z taką siła, że ledwo utrzymał się na nogach.
-Jak to?- zdołała z siebie wydusić tylko te 2 słowa, wypowiedziane szeptem nie zostały usłyszane przez mężczyznę. „Boże… Nie znaleźli zwoju, więc zabrali jego. Naruto, jak mogłeś się dać porwać? I co teraz? Na pewno wrócą po zwój, a jeśli będziesz nadal w ich rękach...” Czarne myśli wypełniały jej głowę. Spojrzała na Kakashiego . Tymczasem on przyglądał się jej pytającym wzrokiem, oczekując jakiejkolwiek reakcji.
-Widzisz ten bałagan?- spytała jonina spoglądając na wnętrze pokoju.
Kakashi podążał za nią wzrokiem. Nie musiał odpowiadać, było to przecież oczywiste. Hokage kontynuowała:
-Wbrew przypuszczeniom to nie moja zasługa, że jest tu taki nieporządek. Ktoś podczas mojej nieobecności przeszukiwał ten pokój. Pewnie domyślasz się kto i czego szukał?- zapytała znając odpowiedź.
Hatake twierdząco kiwnął głową.
-Nie zaleźli go, więc zabrali Naruto. Myślę, że wrócą jeszcze po niego. Jeśli Orochimaru użyje zwoju wydarzy się sytuacja taka sama jak 16 lat temu.
-Rozumiem, ale co możemy zrobić? Doskonale oboje wiemy, że nie jesteśmy na razie w stanie odnaleźć jego kryjówki. – stwierdził ze smutkiem siwowłosy.
-Jedyne co nam pozostaje to czekać i wierzyć w Naruto..-powiedziała, ale sama nie wiedziała czy jej słowa mają sens.
***
Otworzył wolno oczy. Powieki wydawały mu się być bardzo ciężkie. Już po chwili poczuł ból w klatce piersiowej. Zauważył, że siedzi na podłodze bez koszulki i jest cały obwiązany bandażami. Rozejrzał się po pomieszczeniu, w którym się znajdował. Było ono ciemne i panował w nim przenikliwy ziąb. Nie znajdowało się tam żadne okienko, które umożliwiłoby przepływ świeżego powietrza i światła rozjaśniającego to okropne wiezienie. Jego uwagę zwróciły jednie duże drewniane drzwi znajdujące się na przeciwko niego. Spróbował wstać jednak na jego rękach i nogach znajdowały się grube, mocne sznury, które uniemożliwiły mu podniesienie się i z każdym ruchem sprawiały ból. Pomimo tego wił się jak wąż na ziemi próbując oswobodzić się z więzów. Zmęczony i wyczerpany w końcu zasnął na zimnej podłodze.
Tymczasem w tym samym budynku między dwoma mężczyznami doszło do ostrej wymiany zdań.
-Dlaczego to ja mam pilnować więźnia? Nie możesz znaleźć sobie kogoś innego na służącego?- zapytał pierwszy z nich.
-Bo tak zdecydowałem!! I masz mi być posłuszny!! Nie zapominaj kto tu rządzi!!- nie wytrzymał drugi mężczyzna.
Wiedział, że dalszy sprzeciw nic nie pomoże, jedynie jeszcze bardziej go obciąży.
-A kim jest ten więzień?- zadał pytanie wściekły, że nie może postawić na swoim.
-Sam zobaczysz..- powiedział na jego szczupłej twarzy pojawił się chytry uśmieszek.
Znudzony i wkurzony wyszedł z jego pokoju kierując się do podziemnych lochów. Gdy był już na miejscu włożył do zamka zardzewiały klucz. Usłyszał ciche skrzypnięcie, gdy pociągnął za klamkę. Otworzył drzwi wpuszczając do ciemnego pomieszczenia snop światła. Oświetlił on postać leżącą na podłodze i trzęsącą się z zimna. Jego źrenice rozszerzyły się ze zdumienia. Więźniem, którego miał pilnować był… Naruto.
Nie wiedział ile tak stał w drzwiach i patrzył się nieruchomo na dawnego przyjaciela.
-Naruto…- powiedział szeptem kolejny raz upewniając siebie samego w przekonaniu, że blondyn znajduje się tuż obok niego.
Światło raziło go w oczy, jeszcze nie przytomny zaczął bełkotać pod nosem:
-Sakura jeszcze chwileczkę, jeszcze sekundkę..- powtarzał jak nakręcony przekręcając się z boku na bok. Próbował zasnąć jeszcze raz. Nie chciał się obudzić. Sen był dla niego jedynym przyjemnym zajęciem w tych ciemnościach. Zamknął powoli za sobą drzwi zostawiając jedynie mała szparkę, aby w celi było trochę światła. Niewidzialna siła popchnęła go w stronę Uzumakiego. Podszedł do śpiącego chłopaka i zaczął nim energicznie potrząsać.
-Co jest?- usłyszał wściekły głos przyjaciela.
Otworzył zaspane oczy i spojrzał na osobę, która przerwała mu taki przyjemny i piękny sen. Gdy zobaczył twarz człowieka, który stał nad nim pochylony, odepchnął się nogami i usiadł opierając się o ścianę.
-Sasuke…- wydukał wolno. Gdyby miał wolne ręce na pewno teraz przetarłby nimi swoje powieki, żeby upewnić się czy to nadal nie sen. Zamiast tego jego źrenice stały się duże, a błękitne oczy patrzyły na niego z niedowierzaniem. Zapadła krępująca dla nich obu cisza. Przerwał ją twardy i opanowany głos Uchihy.
-Co ty tu do jasnej cholery robisz?- mówiąc to starał się nie okazywać emocji jakie nim targały.
-A nie widać?- zapytał podirytowany takim głupim pytaniem Naruto.
Czarnooki postanowił, że nie może mu pokazać jaka zmiana w nim nastąpiła jak to rozstanie na niego wpłynęło. Nie chciał, żeby blondyn dowiedział się jak bardzo tęsknił za nim i Sakurą. Musiał grać przed Uzumakim starego, oziębłego, bezuczuciowego Sasuke.
-Nadal jesteś słaby, jak dawniej. Dałeś się złapać takiemu idiocie jak Orochimaru.- powiedział w jego stronę starając się nadać swojemu głosowi ton obraźliwy.
-Większym idiotą jest ten, który zdradza wioskę i zostaję u tego gada!- krzyknął zdenerwowany Naruto.
Odpowiedziała mu cisza.
-Może gdybyś został z nami, może wtedy oboje bylibyście bezpieczni wiosce…- powiedział, ale tym razem w jego głosie zagościł smutek.
-Jak to oboje?- usłyszał w końcu ciche pytanie.
-Nie ważne… I tak cię to nie obchodzi!- stwierdził blondyn, żałując wcześniej wypowiedzianych słów.
Tego co się stało za chwile, żaden z nich się nie spodziewał. Sasuke szybko podszedł do niego i przycisnął do ściany.
-Nie wyobrażaj sobie, że jesteś kimś kto może mnie osądzać i krytykować!- powiedział zły na samego siebie, że doprowadził do takiej sytuacji, w której okazał swoje emocje. Blondyn odważnie patrzył mu w oczy nic nie mówiąc. „Co to było?? Opanowany „pan Uchiha” zmienił się w rozwścieczona bestię? Nie znałem go od tej strony…”- myślał spoglądają na twarz dawnego przyjaciela. „Co skrywasz pod tą maską uczuć Sasuke?”- zapytał w myślach, ale odpowiedzi nie otrzymał.
-O co ci chodzi? Nigdy się nie przejmowałeś tym co mówię…- stwierdził spokojnie Naruto.
-O nic!- niemalże krzyknął czarnooki. „Co się ze mną dzieje? Nie wytrzymuje tej sytuacji. Nie wiedziałem, że spotkanie z nim tak na mnie zadziała… Już od dawna działy się ze mną dziwne rzeczy, ale rzadko puszczały mi nerwy. Uspokój się!”-skarcił siebie w myślach. Wziął głęboki wdech i położył Uzumakiego z powrotem na ziemi.
-Możesz mi wyjaśnić o co ci chodziło? Co miałeś na myśli mówiąc: oboje?- zapytał już opanowanym tonem.
-Eh.. Jak się powiedziało „A” to trzeba powiedzieć „B”. Myślałem o tobie i Sakurze. – odpowiedział niechętnie.
-Sakure? A co ona ma z tym wspólnego?- padło kolejne pytanie z ust czarnowłosego.
-Czyli ty nic nie wiesz.- stwierdził Naruto.
-Ale o czym?- nie pojmował dalej chłopak.
-O Sakurze. O tym, że została porwana. –zaczął tłumaczyć blondyn.
-Co?! Czyli on mówił prawdę…
-Jaki „on”?- zapytał tym razem nie rozumiejąc niebieskooki.
-Itachi. Ostrzegł mnie, że czeka ją niebezpieczeństwo.- odpowiedział Uchiha, co bardzo zdziwiło Naruto.
-I po co ci to powiedział? I tak nic z tym nie zrobiłeś!! Gdyby ci na niej zależało…!- krzyczał z żalem w głosie.
-A skąd wiesz, że mi Na niej nie zależy? Skąd wiesz, że jej nie ostrzegłem? Kiedy rozbiliście obóz na polanie w drodze do Suny, byłem tam i zostawiłem jej liścik, w którym ostrzegłem ją, że grozi jej niebezpieczeństwo, ale ona to oczywiście zbagatelizowała.!- tłumaczył rozgoryczony Sasuke.
-A ty byś sobie na jej miejscu uwierzył? Zdrajcy? Zostawiłeś ją, kiedy ona ciebie tak bardzo potrzebowała. Oboje ciebie potrzebowaliśmy!- wypływały z niego wszystkie dawne urazy.
Czarnooki nie wiedząc co powiedzieć odwrócił wzrok od przyjaciela. Cierpieli oboje, przez niego. Czuł się winny porwaniu Sakury, ale przecież mogła go posłuchać! Dlaczego go nie posłuchała? Aż tak mu nie ufała? Nic z tego nie rozumiał.
-Próbowaliście jej szukać?- zadał w końcu od dawna dręczące go pytanie.
-A myślisz, że nie? Przeszukaliśmy całą Sunę! Potem po powrocie Tsunade wysłała ANBU, ale nie mogli jej znaleźć. Odkryli jedynie książkę z zagadkami, które rozwiązane mogą zaprowadzić do kryjówki Akatsuki. Ale oczywiście musieli wracać, bo Orochimaru napadł na wioskę!- rozwiał resztę niedomówień i niepewności Naruto.
W głowie Sasuke sprzeczały się ze sobą różne myśli. „Musisz to zrobić!!”- mówiła jedna. „Nie możesz! Ryzykujesz własnym życiem! A jeśli cię złapią? Jeśli odkryją kolejną zdradę?”- szeptała mu druga. Jednak on dokładnie wiedział co ma robić. W jego umyśle było masę niepewności, ale wszystkie przyćmiła siła uczucia wydobywającego się z serca. Ciszę, która nastała w celi przerwało jedno zdanie wypowiedziane przez Uchihę:
-Musimy ją znaleźć..
Karola
komentarze [33]rozdział 18 >> wtorek, 9 czerwca 2009 15:21:23
„Sasuke, Sasuke..”-odbijało się w jego głowie. Patrząc na tego człowieka jego myśli biegły zupełnie ku innej osobie. Uśmiechnięta twarz potwora, który stał przed nim przyprawiała go o coraz większe napływy wściekłości. Czuł jak po jego ciele rozchodzi się niesamowita ilość energii i mocy spowodowana nienawiścią. Teraz już rozumiał Sasuke, który przez całe życie nosił to uczucie w sercu. Pierwszy raz mieli podobne odczucia. Im więcej dowiadywał się o swoim dawnym przyjacielu tym szybciej chciał go znaleźć. Pięści zacisnęły się w odruchu napływającej wściekłości. Wzrok skierował się nie opanowanie w dół. Myślami błądził wokół sylwetki Uchihy. Pamiętał go doskonale. Te czarne, puste oczy niewyrażające niczego, żadnego uczucia. Przed nim ukazała się ogromna klisza z wycinkami z ich wspólnych chwil. Pamiętał jak Sasuke nie raz się dla niego poświęcał i ratował mu życie podczas walki. Blondyn też nie pozostawał mu dłużny. Byli dobrymi przyjaciółmi, pomimo tego, że ze sobą rywalizowali. Naruto miał ciągle nadzieje, że zmieni czarnookiego, że któregoś dnia będzie miał tak jak on marzenia i radość zagości w jego sercu. Jednak czas mu na to nie pozwolił.. Było go za mało. Obraz przeskoczył na zwykłe pole treningowe. Troje dzieciaków stało na polanie. Przechodzili właśnie test stworzony przez Kakashiego. Spotkali się w określonym miejscu i czasie. Według zakazu nic nie zjedli na śniadanie. Ich zadanie polegało na zdobyciu dzwoneczków, które Hatake miał przywiązane do bioder. Sasuke i Sakura bez problemu tego dokonali i w nagrodę dostali jedzenie, on przez swoją bezmyślność przegrał i głodny stał przywiązany do drewnianego słupa. Wtedy młody Uchiha po raz pierwszy wyciągnął ku niemu pomocną dłoń. Podzielił się z nim swoim śniadaniem. Dla Uzumakiego ten gest wiele znaczył. Po policzku spłynęła samotna łza. Podniósł dumnie głowę, wciąż nie rozluźniając zaciśniętych pięści.
-Gdzie.. jest.. Sasuke..?- powiedział wolno w stronę Orochimaru. Chciał, aby przeciwnik słyszał dokładnie każde jego słowo.
-Mój Sasuke?- zapytał z uśmiechem na ustach.
-On nie jest rzeczą, więc nie należy do ciebie!- blondyn nie wytrzymał dłużej.
-Nie? Bardziej do mnie niż do ciebie. To do MNIE od was odszedł mam racje?- powiedział chcąc zdenerwować Uzumakiego jeszcze bardziej. Wiedział, że kiedy wściekłość weźmie nad nim górę przemieni się w Kyubiego. Tego pragnął najbardziej. Na myśl o tak potężnej mocy oblizał sobie wargi, jakby miał połknąć za chwile smakowity kąsek. Ten odruch w chłopaka przyprawił o mdłości.
-Odszedł bo musiał! I dokładnie wiesz, dlaczego. Jestem jednak pewien, że wróci.- odgryzł się Naruto starając się hamować odruch wymiotny.
-Nie bądź taki pewny..- odpowiedział wężowaty. Odkręcił się w stronę swoich podwładnych, którzy przez całą wymianę zdań stali jak marmurowe posągi. Szepnął jednemu z nich na ucho:
- Idźcie dokończyć plan, a ja skrócę temu gnojowi język.
Mężczyzna jedynie kiwnął głową. Kilkudziesięciu ludzi ulotniło się z miejsca kłótni z prędkością światła.
- Zostaliśmy sami. Masz mi jeszcze coś do powiedzenia?- zapytał już poważnym tonem.
-Tak! Żryj to!- krzyknął Naruto biegnąc w jego stronę z shurikenem w ręce.
„Czy on jest normalny? Rzuca się na mnie niemal z gołymi rękami?”. Na twarzy Orochimaru pojawił się ironiczny uśmiech. Bez wysiłku ominął atak Naruto. Po chwili postać chłopaka zamieniła się w dym.
- Co do..- nie zdążył powiedzieć. W powietrzu znajdowały się 2 klony Uzumakiego. Tworzyli coś rodzaju kuli z czakry. Jeden z nich formował kształt na dłoni drugiego przekazując mu swoją energie. Po chwili jeden z nich zniknął. Drugo klon z niewyobrażalną prędkością zmierzał prosto w stronę wężowatego. Orochimaru nic nie zdołał już zrobić. Usłyszał jedynie wypowiedziane przez chłopaka…:
-RASENGAN!
…i poczuł nagły ból w okolicach brzucha. Ogromny wybuch wyrzucił go na kilkadziesiąt metrów. Wylądował na jednym z drzew. Uderzenie spowodowało, że walka przeniosła się po za wioskę. Otworzył oczy. Wszystko widział jakby prze mgłę. „ Jak mógł opanować tą technikę? To w ogóle możliwe?”- dręczył się w myślach próbując się podnieść. Na jego brzuchu widniała ogromna rana. Wyglądała jak wypalony krąg. Usłyszał świst przecinanego powietrza. Tym razem mało brakowało, a ostrza shurikenów blondyna trafiłyby go. Czuł, że opada z sił. Jednak wiedział, że jeżeli go pokona będzie miał szanse na zdobycie potężniej mocy. Postanowił użyć jednego ze swoich najmocniejszych ataków. Po chwili jego ręce wykonały pieczęć, której Naruto nigdy w życiu nie widział. Nie miał pojęcia czego może się spodziewać. Orochimaru skończył przygotowywanie techniki. Powiedział coś pod nosem, a w jego wężowatych tęczówkach dało się dostrzec pewność wygranej. Uzumaki nerwowo przełknął ślinę. Dokładnie przecież wiedział, że nie ma do czynienia z byle kim tylko z legendarnym sanninem. Z zaciekawieniem i strachem przyglądał się poczynaniom czarnowłosego mężczyzny. Po chwili otworzył szeroko oczy ze zdziwienia. To co zobaczył nie wyglądało jak ludzkie umiejętności. Szyja Orochimaru zaczęła się wydłużać. Z jego ust wysunął się obrzydliwy wężowy język, który zamienił się w samurajski miecz. Ostrze broni mieniło się w słońcu. Te widok przyprawił chłopaka o gęsią skórkę, jednak jak zawsze Uzumaki pewny był swojej wygranej. Problem stanowiła jedna rzecz: nie wiedział zupełnie jak ma pokonać swojego przeciwnika.
-To zaczynamy zabawę!- krzyknęło w jego stronę monstrum.
Szyja stawała się coraz dłuższa. Pełznąc niczym wąż w powietrzu zmierzał w stronę Naruto. Zszokowany blondyn zaczął biec. Starał się unikać ataków Orochimaru, a w szczególności miecza, którego ostrze jak domyślał się blondyn było zatrute. Wiedział, jednak, że nie może ciągle uciekać. „ Musze go jakoś zaatakować..”- Myślał zdesperowany chłopak. „ Porusza się bardzo szybko. Niemal wije się miedzy drzewami. Jak wąż.. Już mam!”- krzyknął po chwili w myślach. Jego plan musiał się udać. Jak na razie nie miał żadnego innego. „ Jeśli to nie wypali to nie wiem co wtedy zrobię”. Uciekając przed wężowatym Naruto zaczął biegać wokoło drzew tworząc tak zwane ósemki, wyskakując w górę i w dół. Tak jak myślał, Orochimaru nie domyślając się niczego podążał za nim. Po kilku okrążeniach wężowa szyja była jednym wielkim supłem. Czarnowłosy mężczyzna nie mógł się poruszać ani się uwolnić.
-Sam wpadłeś w swoje sidła. – powiedział z satysfakcją Naruto.
„Musze iść teraz d babuni ona już będzie wiedziała co z nim zrobić.” – pomyślał i uśmiechnął się od siebie. Cieszył się, że jego plan się udał. Odkręcił się tyłem do Orochimaru. Nim zrobił pierwszy krok jego ciało zastygło w bezruchu. Poczuł okropny i uciążliwy ból w klatce piersiowej. Spojrzał w dół. Zobaczył kawałek miecza wystającego z jego piersi. Z rany strumieniami ciekła krew. Zakręciło mu się w głowie. Poczuł falę mdłości. Z jego ust popłynęła strużka szkarłatnej cieczy. Po chwili jego nogi odmówiły posłuszeństwa. Bezwładnie usunął się na ziemię. Zamykając oczy widział tylko czarnowłosego chłopaka razem z różowowłosą dziewczyna uśmiechających się do niego. Później była już tylko ciemność.
-Dobra robota Kabuto- powiedział Orochimaru do swojego podwładnego.
- Lordzie zawsze jestem przecież przy twojej walce na wszelki wypadek.. – odparł okularnik.
-Wiem, wiem.- powiedział próbując się uśmiechnąć. –Mam nadzieje, że go nie zabiłeś. Potrzebuje jego mocy.- dodał po chwili.
-Nie. Jest ranny, ale przeżyje. – stwierdził siwowłosy.
-To dobrze. A teraz… Czy mógłbyś mnie może rozplątać? –zapytał z nadzieją w głosie.
***
Nie wiedziała kim jest czerwono włosa dziewczyna, z którą walczyła. Jej białe oczy wyglądały niezwykle. Zawsze kiedy włączała Byakugana tak było. Ta umiejętność pozwalała jej zobaczyć czakrę przeciwnika. Wcale nie mogła skupić się na walce. Gdyby nie jej zdolności nie wiedziała czy byłaby w stanie przeżyć. Ciągle rozpraszało ją dziwne przeczucie. Głowa przeciążała się pod wpływem czarnych myśli. Miała wrażenie, że stanie się coś złego. Co najdziwniejsze te myśli krążyły wokoło jednej postaci. Był nią Naruto. „Tak bardzo się o ciebie martwię. Proszę uważaj na siebie.” – pomyślała z nadzieją. Zamachnęła się i uderzyła niespodziewanie przeciwniczkę. Jej ruchy nie były widoczne dla okularnicy. Jej nowa technika nie pozwalała na niedociągnięcia. Ćwiczyła ją od kilku miesięcy i w końcu mogła ja zastosować w praktyce. Po chwili ciało dziewczyny bezwładnie osunęło się na ziemię. Nie wiedziała, że Hinata jednym dotykiem była w stanie przerwać jej dopływ czakry.
***
Ludzie Orochimaru byli niemal w całej wiosce. Przemykali ciemnymi zaułkami. Jednak nie wszyscy dotarli do celu niezauważeni. Kilku z nich trafiło na tutejszych ninja. Pomimo, że ich zadanie nie polegało na bezpośredniej walce. Mogli zmierzyć się z kimś w ostateczności. Jedenastu z pośród nich nie poszczęściło się i spotkali na swojej drodze: Kakashiego, Hinatę, Nejiego, Shikamaru, Chojiego, Tenten , Ino, Kibę z Akamaru, Shino oraz Rocka Lee. Wiele walk już się zakończyło. Z pośród ninja z Konohy jedynie Neji był poważnie ranny. Jego życiu jednak nie zagrażało niebezpieczeństwo. Pozostałe walki wygrali shinobi z wioski liścia. Wszyscy zwycięscy stali przed siedzibą Hokage, aby zdać raport z walk. Oczywiście między chłopakami nie obeszło się bez przechwałek.
-Ta walka była za łatwa.- powiedział Kiba udając ziewanie.
-To było ekstremalne rozgromiłem go w kilka minut!- krzyknął Rock Lee machając w powietrzu pięściami udając ciosy.
-Ale beznadzieja..- mruknął do siebie Nara. –To nie istotne kto szybciej ważne, że wygraliśmy i ochroniliśmy wioskę.- powiedział do dwójki kolegów kłócących się. Kątem oka spojrzał na swojego wieloletniego przyjaciela i kolegę z drużyny. Choji siedział sobie wygodnie na kamieniu i pochłaniał kolejne chipsy. Shikamaru domyślił się, że to już nie pierwsza bo wokoło nóg grubasa tarzały się folie po skończonych już chrupkach. Spojrzał w drugą stronę gdzie Ino razem z Hinatą pocieszały Tenten, która strasznie bała się o Nejiego z resztą niepotrzebnie. Z daleka od całej tej gromady przechadzał się Shino jak zawsze żyjący we własnym świecie . Kakashi zaś leżał na trawie i patrzył się w niebo.
-Tutaj nigdy nic się nie zmienia..- szepnął do siebie.
„Poszło za łatwo”- pomyślał Kakashi. Źdźbła trawy niemiłosiernie łaskotały go w szyje. Walka nie przyniosła mu zbyt wielkiego wysiłku. Pomimo napaści myślał o czymś zupełnie innym. Martwił się, ale nie o siebie.”Kiedyś już straciłem kobietę, która była dla mnie bardzo ważna. Wtedy też byłem bezradny. Kolejny raz nie mogę nic zrobić. Mam nadzieję, że nic jej się nie stało. Tsunade wysłała w końcu ANBU na poszukiwania, jednak nic nie udało im się dowiedzieć na jej temat. Okryli tylko jakąś starą książkę z wskazówkami jak dotrzeć do siedziby Akatsuki. Pomyśleć, że gdyby nie jej umiejętności pewnie teraz byłaby tu z nami. Oni na pewno nie wiedzą, że teraz z tej mocy im nic nie przyjdzie. Nie mają pojęcia, że aby się uaktywniła potrzeba wiele ćwiczeń i nauki. Potrafi w tej chwili uleczać, ale żeby mogła kontrolować ilości czakry powinna przejść przez trening Hokage. Teraz ten napad na wioskę komplikuje i uniemożliwia poszukiwania..”. Spojrzał bezradnie w niebo, jakby ono było dla niego jedynym ratunkiem. Nagle na jego twarz padł jakiś cień. Podniósł się z trawy. Po chwili otrzepywał się ze ździebeł pokrywających jego ubranie. Kiedy już to zrobił spojrzał na postać stojącą przed sobą.
-Sensei.. –usłyszał cichy szept.
-Co się stało Hinata?- spytał uśmiechając się przyjaźnie.
-Wiesz może gdzie jest Naruto? Już wszyscy wrócili a jego jeszcze nie ma..- zapytała z niepewnością w głosie.
-Nie martw się na pewno niedługo się zjawi.- próbował ja pocieszyć Kakashi. Wyczuł bowiem jej obawy. Jednak w nim jej słowa również wzbudziły dziwny smutek dostrzegł, że dziewczyna ma racje. „ Właściwie gdzie ty się do tej pory podziewasz, Naruto?”.
***
Kilku ninja przeszukiwało w pośpiechu każde pomieszczenie. Nigdzie jednak nie mogli znaleźć zwoju. Spodziewali się, że będzie dobrze schowany, ale nie że nie będą w stanie go znaleźć . Wyjmowali wszystkie szuflady, odsuwali wszystkie meble, zdejmowali obrazy, ale nigdzie go nie było. Zrezygnowani opuścili budynek. Udali się w umówione miejsce. Wiedzieli, ze ich przywódca nie będzie zadowolony.
-Macie zwój?- spytał gdy tylko ich zobaczył.
W odpowiedzi usłyszał jedynie milczenie.
-Macie czy nie?- zapytał już podenerwowany.
-Nie..-usłyszał szept.
-Jak to nie? Wy przeklęci idioci! Nie mogliście znaleźć głupiego świstka papieru?? Nie dość, że się spóźniliście to jeszcze wracacie z gołymi rękami??!! Nie myślcie, że ujdzie wam to płazem.. –krzyczał wężowaty. Odkręcił się tyłem i rzucił jedynie Kabuto:
-Wracamy.
***
Wolnym krokiem weszła do budynku. Po jej czole spływały kropelki potu. Z kiszeni wyjęła białą chusteczkę i wytarła wilgotne skronie. Odetchnęła z ulgą. Ten dzień nie należał do najlepszych. Cieszyła się, że to co najgorsze ma już za sobą. Byłą bardzo zmęczona w dodatku wiedziała, że czeka na nią jeszcze papierkowa robota, której tak bardzo nie lubiła. Z niechęcią otworzyła drzwi od swojego gabinetu i zobaczyła…
dodała Karola
komentarze [11] >> wtorek, 12 maja 2009 17:23:42
Wróciłam;) i teraz już na pewno nie zrezygnuje z pisania. Przyznaje to było głupie chcieć skończyć z czymś co tak bardzo się lubi. Będę już pisała częściej, a nawet w wakacje co w tamtym roku mi się nie udawało. Dziękuje wszystkim moim czytelnikom za wsparcie było mi naprawdę potrzebne. Czekam na wasze komentarze. Jestem przygotowana na najgorszą krytykę. Nie przeciągając zapraszam do czytania.
Blondynka siedziała przy swoim biurku nerwowo stukając o blat palcami. Nagle uderzyła w nie pięścią, tak mocno, że pękło ono na pół.
-SHIZUNE!- rozniosło się po siedzibie.
-Co się stało czcigodna Hokage?- usłyszała nagle cichy głos.
-Trzeba kupić kolejne biurko! -krzyknęła.
Czarnowłosa dopiero teraz zauważyła połamany przedmiot. Kiwnęła jedynie głową i odkręciła się chcąc wyjść. Powstrzymał ją jednak szorstki ton Tsunade:
-Wszyscy już są? – spytała zdenerwowana.
- Nie. Nie ma jeszcze Naruto i Hinaty.- odparła cicho.
-Co!?-usłyszała w odpowiedzi kolejny krzyk. Hokage podniosła się z krzesła.
-Czy ten gamoń nie słyszał alarmu? Same z nim kłopoty! Pewnie zaciągnął gdzieś Hinatę i bawi się w najlepsze! Rozpocznijcie walkę bez niego! Za chwilę i do was dołączę.- po tych słowach odkręciła się w stronę okna.
Shizune widząc, że nie jest potrzebna, roztrzęsiona wyszła z pomieszczenia. Tsunade nawet nie zauważyła jej nieobecności. Patrzyła na Konohę chcąc zapamiętać każdy jej szczegół. Tak bardzo kochała tą wioskę. Teraz, kiedy była zagrożona zrozumiała jak wiele to miejsce dla niej znaczy. Wiedziała, że napastnik będzie chciał zrównać ją z ziemią. Spojrzała w stronę skąd miał nadejść atak. Dokładnie wiedziała kim są ci ludzie. Ich przywódcą, panem był jej przyjaciel z dawnych lat. Nigdy jako dziecko nie pomyślałaby, że może on przejść na stronę zła, że będzie musiała z nim kiedykolwiek walczyć. Teraz był jedynie wrogiem. Gdyby nie dziwny liścik, który przyniósł rano gołąb nikt nie spodziewałby się ataku. Ten człowiek zniszczyłby wioskę, wioskę którą kochała i za którą gotowa jest oddać życie. Mieszkańcy byliby w ogromnym niebezpieczeństwie. Brązowooka wzięła do ręki fragment papieru i jeszcze raz przeczytała jej treść: „ON zaatakuje dziś wioskę”. Nie było podpisu niczego co świadczyłoby o nadawcy oprócz charakteru pisma… „Dlaczego to zrobiłeś Uchiha?” –wyszła z gabinetu zastanawiając się nad odpowiedzią na zadane w myślach pytanie.
***
Ninja ukrywający się w lesie dokonywali ostatecznych zmian w swoim palnie-planie zagłady Konohy. Na twarzy ich przywódcy pojawił się uśmiech. „Pewnie myślicie, że chce tylko zniszczyć wioskę? Mylicie się. Moim drugim celem jest zabranie wam waszej tajnej broni.. waszego Jinchuuriki. Już niedługo zwój Kyubiego będzie mój". – na tę myśl zaśmiał się chytrze.
-Czas zacząć zabawę .- powiedział do czerwonowłosej dziewczyny. Po tych słowach jego podwładni ruszyli w stronę Konohy.
***
Chłopak mający włączonego Byakugana rozglądał się szukając przeciwników.
-Neji?- usłyszał nagle.
-O co chodzi sensei?- spytał nauczyciela.
-Nadchodzą?- zapytał Asuma wpatrując się w las.
Huuga rozejrzał się kolejny raz. Po chwili zauważył zbliżającą się grupkę shinobi.
-Tak..- szepnął tak, że jedynie Sarutobi go słyszał.
Po kilku minutach wszyscy ninja znajdujący się na bramie wiedzieli już o nadchodzącym przeciwniku. Byli przygotowani na wszystkie ataki. Plan Tsunade był niemal doskonały..
***
Naruto pospiesznie biegał po swoim domu.
-Gdybym nie miał takiego bałaganu dawno znalazłbym resztę mojej broni.– mruczał pod nosem. Podrzucał kupki ubrań i śmieci w nadziei, że pod którąś z nich znajdzie tak potrzebne mu rzeczy. Po 20 minutach poszukiwań był gotowy do walki. Zadowolony wyszedł domu.
Hinata w przeciwieństwie do niego już po 10 minutach byłą gotowa. Pewnie spakowałaby się jeszcze szybciej, gdyby nie była aż tak zdezorientowana. Ciągle czuła zapach chłopaka, smak jego ust. Rozpraszało ją to tak bardzo, że nie byłą w stanie na niczym się skoncentrować. Nadal nie mogła uwierzyć w to, że od dziś jest dziewczyną Naruto. Zastanawiała się jak w takim stanie poradzi sobie podczas walki…
Tymczasem blondyn biegł szybko ulicami Konohy . Wiedział, że jest spóźniony. „Tsunade na pewno nie będzie zachwycona”- wyobraził sobie zdenerwowaną postać Tsunade i przełknął nerwowo ślinę.
***
Ludzie wroga zbliżali się do bramy wioski. Wrota były zamknięte. Sprytni ninja zaczęli wspinać się po murze w górę. Nie spodziewali się ataku ze strony „komitetu powitalnego”. Gdy byli już blisko celu usłyszeli krótkie:
-Teraz!- wypowiedziane przez Asumę.
Już po chwili ich martwe ciała opadały na ziemię. Z ran, w które byłby wbite ostrza broni płynęła krew.
-Udało się!- krzyczeli zadowoleni ze zwycięstwa ninja.
Radość i uratowania wioski była ogromna. Okrzyki szczęścia zagłuszył nagły wybuch.
***
Po drugiej stronie kilkudziesięciu ludzi stało przy murze wioski.
-Na razie wszystko idzie zgodnie z planem.- powiedział do swoich podwładnych. – Rozłóżcie wybuchowe karteczki.- dodał po chwili. Po kilku sekundach dało się słyszeć głośny wybuch. Ptaki wzleciały w górę z głośnym skrzekiem, który było ostrzeżeniem przed niebezpieczeństwem.
***
Uzumaki biegnąc do siedziby Hokage usłyszał nagle głośny wybuch. Dochodził z północnej części wioski. Naruto spojrzał w tamtą stronę. Zobaczył tumany kurzu, które opadały stopniowo na wioskę. Wiedział, że nie wróży to nic dobrego.
-Musze to sprawdzić.. – powiedział sam do siebie i ruszył w stronę gdzie miała miejsce eksplozja. Kiedy już się tam znalazł zauważył ciemne zarysy sylwetek przechodzących przez otwór w murze. Zmrużył oczy, żeby zobaczyć kim są nieproszeni goście. Jego oczom ukazała się szczupła postać mężczyzny. Blask słońca oświetlił go, a przede wszystkim jego połyskujące wężowe, zielone oczy.
-Witaj Naruto! Miałem nadzieje, że się spotkamy.- usłyszał ironiczny głos.
-Orochimaru..-powiedział blondyn przez zęby.
***
Ciemne lochy w siedzibie Akatsuki na pewno nie były odpowiednim miejscem dla młodej kunoichi. Siedziała skulona w kącie obskurnego pomieszczenia myśląc o swoim życiu. Przypominała sobie wszystkie chwile spędzone z jej przyjaciółmi, rodzicami, a nawet z NIM. Nie chciała nawet teraz znać jego imienia było to zbyt bolesne. Pamiętała wszystko, jak mówił: „Jesteś irytująca”, jak piszczała zawsze na jego widok: „Sasuke-kun” i uśmiechała się. A co on wtedy robił? Patrzył na nią wzrokiem pełnym pogardy, zawsze wtedy płakała. Pamięta te noce i miliony łez, które przez niego wylała. Był bezduszny, chamski, okrutny, a jednak umiała się w nim zakochać. Nie była jedną z kilkunastu dziewczyn, które „kochały” go za jego wygląd. W przeciwieństwie do nich ona żywiła prawdziwe uczucie. Kochała go za jego inteligencje, za charakter, zachowanie. Czuła, że on jest tym jedynym, że to uczucie nie jest młodzieńczym zadurzeniem. Często porównywała ich do dwóch połówek jabłka, które po połączeniu dawały wspólnie jeden piękny owoc. Zdawała sobie sprawę jak się różnią. Byli przeciwnościami, ale one się przecież przyciągają. Kiedyś wierzyła, że są sobie przeznaczeni, a teraz? Właśnie co teraz? W co wierzy? Co czuję? Sama przed sobą nie potrafiła się przyznać, że nadal go kocha.. Tęskniła tak bardzo za jego głosem, wyglądem, za samą obecnością. Wiedziała, że były też dobre chwile, ale wołała ich nie wspominać. Chciała go znienawidzić, a nie pokochać jeszcze bardziej. Jednak nie potrafiła tego zrobić. Udawała, że nic nie czuję, że on ją już nie obchodzi w rzeczywistości było inaczej. Rękami przyciągnęła do siebie kolana. Skuliła się jeszcze bardziej. Blask księżyca oświetlił jej delikatną sylwetkę. Wydobywał się z maleńkiego, jedynego w tej celi okna. Spojrzała w tamtą stronę. Niebo tej nocy było naprawdę piękne. Gwiazd nie przysłaniała ani jedna chmurka. Tysiące małych punkcików mrugało do niej przyjacielsko. Nagle zaczęły się poruszać i utworzyły na niebie jeden wyraz: „ SASUKE” . Sakura patrzyła na to nie mogąc uwierzyć własnym oczom. Nie potrafiła dłużej powstrzymać płaczu. Już teraz wiedziała, że dziś nie spojrzy na niebo. Doskonale pamiętała słowa starszego Uchihy. Wiedziała, że jeśli Sasuke nie zjawi się tu w najbliższym czasie to Itachi ją zabiję. Brat jej dawnego przyjaciela był święcie przekonany, że ukochany różowowłosej się tu zjawi. Ale skąd miął taką pewność? Odpowiedź na to pytanie była zagadką nie do rozwiązania. Codziennie wczesnym rankiem była brutalnie budzona. Nie znała nigdy godziny przyjścia Itachiego. Tłumaczył swoje zachowanie tym, że torturuje ją kiedy ma na to ochotę. Uwielbiał patrzeć jak na jej plecach, brzuchu, rękach nogach pozostawały krwawiące rany po biciu. W różny sposób to robił np. nacinał jej skórę ostrym jak brzytwa mieczem, a potem ściskał rany, aby płynęło z nich więcej krwi. Miał też zwyczaj bicia jej długim batem, który pozostawiał po sobie na jej ciele głębokie bruzdy. Za każdym razem był to inny sposób maltretowania. Itachi często mówił: „Wiem, że kiedy ciebie torturuje zadaje ból także mojemu bratu”. Dziewczyna nie rozumiała znaczenia jego słów. Często nawet go nie słyszała. Czasami ledwo wytrzymywała z bólu. Po takich porannych „ćwiczeniach” przez cały dzień musiała się uleczać. Ostatnio jej się to już do końca nie udawało, dlatego na jej ciele zostawało coraz więcej blizn. Miała co raz mniej czakry i sił. Przecież jej jedynym posiłkiem przez cały dzień była jedna kromka sczerstwiałego chleba i szklanka wody. Wiedziała, że długo w tak nie wytrzyma jeżeli nie przybędzie tak dawno oczekiwana pomoc. ..
***
Kare tęczówki nieruchomo spoglądały w ciemność nocy. Z drugiej strony na nie patrzyła się ponura postać, wręcz straszna. Nie była potworem z wyglądu, to jej dusza była ucieleśnieniem zła i kochała samą siebie. Kiedyś tak było.. Teraz te oczy patrzyły w dal z tęsknotą, czekając na wybaczenie. Sam do końca nie wiedział co się z nim dokładnie dzieje. Dlaczego ją wtedy ostrzegł? Po co uprzedził Tsunade o ataku? Czyżby zależało mu na tej wiosce? Na jej mieszkańcach? W szczególności na dwojgu z nich. Kiedy przypominał sobie tego głąba na jego twarzy pojawiał się uśmiech. Brakowało mu tej jego głupoty i porywczości, ale rywalizacji już nie. Zrozumiał że to on jest gorszy. On był tym który nie miał uczuć, tym który zdradził. Naruto miał marzenia, był lojalnym, uczciwym człowiekiem a on? Jednym jego celem było zabicie swojego brata.. Reszta się nie liczyła.. Gdy wspominał różowowłosą dziewczynę wyobrażał sobie jak musi teraz wyglądać. Na pewno byłą piękniejsza niż kiedyś.. Nie widział jej jako osoby wartościowej, byłą dla niego jedną z wielu, które się w nim podkochiwały. Mylił się. Kolejny raz popełnił błąd. Nie dostrzegał jej. Zrozumiał, że tak naprawdę jedynie ona go kochała. Nawet wtedy kiedy był gruboskórnym gburem, ona nadal czułą do niego to samo. Teraz gdy zostawał sam brakowało mu tego słodkiego: „Sasuke-kun” i uścisku jej niegdyś małych rączek na swojej szyi. Nękały go co noc podobne sny. Tym razem dziewczyna byłą nastolatką. On-zdrajca z podkuloną głową wraca do wioski a ona jak kiedyś biegnie do niego i rzuca mu się na szyję. Czy gdyby wrócił do wioski jego przyjaciele by mu wybaczyli? Czy byliby w stanie zrozumieć? Czy mogłoby być jak dawniej między nim a Naruto? A z Sakurą? Może byliby parą? Ale wiedział, że nie może wrócić.. Orochimaru na pewno by się na nim zemścił. Znalazłby go na końcu świata i zabił. Nasunęło mu się tylko jedno rozwiązanie to on zabije jego, ale nie teraz. Najpierw musi stać się silniejszy od tego ohydnego gada. A do tego czasu..
-Sakura, proszę poczekaj na mnie.- powiedział cicho.
komentarze [15] >> środa, 22 kwietnia 2009 18:26:23
Po 2 komentarzach zastanawiam sie nad skasowaniem bloga, albo porzuceniu go. Nie ma sensu, żebym pisala historie których nikt nie czyta. Kiedyś było ich znacznie więcej w tej chwili jestem na granicy 2-3. Kiedy wchodze codziennie na bloga i nie widze zmiany to nawet odechciewa mi sie na niego patrzec i tworzyc to opowiadanie. Nie dosc ze mam stres zwiazany z egazminami to dochodzi jeszcze blog ktorego nikt nie czyta.. Eh.. Dalam juz mojej tworczosci jedna szanse nie wiem czy jest sens dawac jej kolejna. Jak tak dalej pojdzie to pewnie toz po testach porzucze go. Widac moje opowiadania i tworczosc nie podabaja sie innym. Pozdrawiam tych co ze mna byli, czytali i komentowali. Karola
komentarze [12]Rozdział 16 Młodzieńcza miłość >> środa, 15 kwietnia 2009 21:40:35
Promienie słoneczne odbijały się od sylwetki chłopaka, który biegł w jedynie jemu dobrze znanym kierunku. Co chwile z jego ust wydobywał się głos rozpaczy. „ Zaczekajcie!”- krzyczał w przestrzeń. Skakał z dachu na dach z prędkością przekraczająca ludzkie możliwości . Chciał dogonić 2 osoby, które widział jedynie on. Ci ludzie biegli w kierunku słońca, jednak ich postacie niechybnie się oddalały, stawały się coraz bardziej rozmazane. Co chwile odkręcali się do niego, jakby chcieli sprawdzić czy chłopak nadal biegnie za nimi. Pomachali ostatni raz ręką w jego stronę i zniknęli pochłonięci przez światło poranka.
Zdziwiona dziewczyna stała przy oknie, patrząc na oddalająca się postać przyjaciela. Nie wiedziała co ma robić i jak się zachować w takiej sytuacji. Dokładnie jednak znała swoje uczucia do znikającego jej już z oczu chłopaka. „ Na pewno nie mogę go zostawić samego”- powiedziała sama do siebie podążając za blondynem. Wołała go wiele razy, jednak bez skutku. Wydawało jej się, że chłopak również krzyczy, ale nie do niej. Zdawał się taki nieobecny. Nie słyszał Hinaty, była tego pewna. Wyglądał jakby był pogrążony we własnym wymyślonym świecie nie reagując na to co się dzieje wokół niego. Jego postać oddalała się w zaskakująco szybkim tempie. Chłopak znajdował się coraz bliżej bramy wioski. „Nie! Nie mogę stracić go z oczu. W takim stanie nie wiadomo co może zrobić!”-krzyknęła w myślach Hinata starając się nadrabiać powiększający się dystans między nią a blondynem. Skakała z dachu na dach jak mogła najszybciej, jednak brakowało jej już sił. Czuła, że z oczu płynął jej od dłuższego czasu hamowane łzy. Czuła się taka bezsilna, znów niepotrzebna. W tej chwili zobaczył, że chłopak zatrzymał się. Stał w miejscu zapatrzony w stronę słońca.
Nie mógł się ruszyć. Kolejny raz stracił przyjaciół. Czuł ogromny ból i żal. „Znów nic nie zrobiłem! Jestem za słaby! Nie potrafię nic dobrze zrobić nawet chronić swoich przyjaciół!” – myślał dobijając się jeszcze bardziej. Nie widział już słońca. Jego blask wydawał mu się taki jasny, słaby. Nie był już nadzieją na nadejście lepszej chwili. Rozglądał się wokoło nie wiedząc co się dzieje i co zdarzyło się przed chwilą. Czuł się taki samotny, opuszczony. Potrzebował wsparcia, bliskiej osoby, która pomogłaby mu się podnieść w takim tragicznym momencie jego życia. Nie zauważył nawet dziewczyny zbliżającej się w jego stronę. To ona miała być dla niego pewnego rodzaju wybawieniem.
Hinata stanęła przed nim niepewnie. Spojrzała na niego wzrokiem pełnym nadziei na to, że jednak ją w końcu zauważy. Po chwili Naruto zniżył wzrok i spojrzał na Huugę .Dopiero teraz zauważył delikatną dziewczynę, która stoi przed nim wycieńczona i czeka aż chłopak się do niej odezwie. Zauważył mokre ślady po łzach na jej policzkach. Nie był niestety w stanie się ruszyć ani nic powiedzieć. Hinata nie mogła wytrzymać tego napięcia. Nie potrafiła tak długo czekać na jego reakcję. „Gdyby go straciła nie wiem co bym zrobiła. Dlatego wyobrażam sobie jego ból.”- pomyślała przecierając ręką oczy. Podeszłą bliżej do chłopaka i jakby nigdy nic przytuliła się do niego. „Kocham cię. Nawet nie wiesz jak bardzo.” – pomyślała wtulając się jeszcze bardziej w blondyna. Chciała poczuć jego zapach, ciepło, które czuła stojąc nawet obok, zapamiętać to chwilę na zawsze i ciągle wracać do niej wspomnieniami. Małe kropelki z jej oczu nadal płynęły mocząc ubranie Uzumakiego. Niebieskooki dopiero wtedy obudził się jakby z letargu. Ze zdziwieniem zauważył w jakiej jest sytuacji. Czuł jakieś dziwne, nieznajome uczucie. Jakaś aura otaczająca Hinatę sprawiała, że serce w piersi blondyna biło co raz szybciej. Czuł się zupełnie inaczej niż przed chwilą, doceniony a przede wszystkim nie czuł już tej samotności, która tak bardzo mu dokuczała. W jednej chwili zrozumiał, że to takiej bliskości właśnie potrzebuje. Objął Hinatę i przyciągnął jeszcze mocniej do siebie, jakby chciał ją ochronić ją przed całym światem. Chciał, żeby była tylko jego, nie dzielić się nią z nikim. To ona była jego nadzieją małym światełkiem w tunelu, które wskazywało mu drogę. Wiedział, że tylko ona mu została, że Tylko na nią może liczyć. Czuł, że między nimi jest coś więcej. Właśnie teraz zrozumiał, że nie zauważał jej przez tyle czasu. Zaczął gładzić miękki i pachnące miętą włosy. Uważał za jakąś dziwaczkę, która na jego widok mdlała. Czuł, że całą się trzęsie ze strachu o niego. Los ich połączył w takich tragicznych okolicznościach. Czy to , aby na pewno był przypadek? Dwie osoby żyjące obok siebie nie wiedziały, że któregoś dnia ich drogi się połączą w takich okolicznościach. Dwa słowa pchały się na jego usta: „Już dobrze”- powiedział cicho. Dziewczyna jak na rozkaz przestała płakać. Uwolniła się z objęć Uzumakiego i spojrzała mu prosto w oczy. Ten wzrok wyrażał wszystko, uczucie, przyjaźń, nadzieję, ale również ból i strach. Chłopak nie mógł oderwać od niej oczu. „Kiedyś wydawała mi się zupełnie inna. Była dla mnie jedynie przyjaciółką. Teraz zrozumiałem jak bardzo mi na niej zależy” – myślał niemal tonąc w oczach dziewczyny. Jego twarz zbliżyła się do buzi Hinaty. Dziewczyna poczuła na swoich ustach ciepłe wargi blondyna. Chłopak zaczął ją nieśmiało całować. Składał na jej ustach delikatne pocałunki. Nie był pewny czy białooka też tego chce, ale przecież dla dziewczyny było to spełnienie marzeń. Zaczęła oddawać pocałunki. Czuła się taka szczęśliwa, spełniona jak nigdy w życiu.
Słońce wznosiło się coraz wyżej, oświetlając 2 ludzi całujących się na dachu.
Ta chwila dla nich obojga mogłaby trwać wiecznie. Przerwało ją jednak dość niespodziewane zdarzenie. Para stojąca na dachu usłyszała donośny dźwięk alarmu. Wiedzieli, że może to oznaczać tylko jedno: ktoś chce zaatakować wioskę i trzeba się jak najszybciej stawić w siedzibie Hokage. „Nie! Nie teraz!” – pomyślał blondyn, odrywając się od Hinaty. Dziewczynie kręciło się w głowie. Nie mogła uwierzyć, że to wszystko dzieje się naprawdę, że to nie jest sen. Niepewnie spojrzała na niego jakby chciała zapamiętać każdy szczegół. W blasku słońca jego blond włosy wydawały się lśnić złotym kolorem, w głębokich niebieskich oczach, skierowanych w kierunku głównego budynku w wiosce , widać było radość a jednocześnie powagę..Wydawał się taki poważny, nie był już dzieckiem pomimo śmiesznej pidżamy. Minęło tyle lat odkąd się w nim zakochała jednak jej uczucia się nie zmieniły, wręcz przeciwnie. Dopiero teraz dostała jakąś szanse od losu wiedziała, że musi ją wykorzystać. „Teraz, albo nigdy!”-pomyślała chcąc dodać sobie odwagi.
-Naruto-powiedziała cicho.
Chłopak spojrzał na nią. Wyglądało jakby jego oczy pytały: O co chodzi? Coś się stało?
„Już nie ma odwrotu. Sakura zgodziłabym się ze mną, na pewno. „ –dodawała sobie w duchu otuchy kolejny raz.
-Kocham Cię!- niemalże krzyknęła.
Gdy tylko to powiedziała zamknęła oczy nie chcąc patrzeć na reakcje blondyna. On wolno odwrócił wzrok, uniósł głowę i patrząc w niebo rozmyślał: „Tego w tej chwili się nie spodziewałem. A właściwie co ja do niej czuję? Dlaczego ją pocałowałem? Dlaczego kiedy jestem obok niej czuję się taki lekki, taki szczęśliwy? Dlaczego to od niej przyszedłem w nocy? Nie jest mi obojętna. Ale czy ją kocham?”. Na to pytanie mógł odpowiedzieć tylko on sam. Już po chwili usłyszą ją w swoim sercu.
Hinacie wydawało się, że ta cisza trwa wiecznie. Niepewnie otworzyła oczy, myśląc, że chłopaka dawno przy niej nie ma. Zobaczyła jednak niebieskookiego , który stał wpatrzony w niebo. Patrzyła się na niego błagalnym wzrokiem. Czując jej wzrok na sobie, uśmiechnął się i powiedział:
-Ja ciebie też.
W tej właśnie chwili rozległo się głośne szczekanie. Na tym samym dachu obok Hinaty i Naruto wylądował Kiba z Akamaru.
-Hej wam! Co tu jeszcze robicie? I dlaczego Hinata wygląda znów jak burak?- zapytał właściciel psa.
Dopiero teraz dziewczyna zorientowała się, że jej policzki prawie płoną.
-To od słońca..-powiedziała bez namysłu.
Naruto nie rozumiał dlaczego Huuga kłamie. Nie miał zamiaru ukrywać swoich uczuć. Nie interesowała go opinia innych. Liczył się to, że w końcu zrozumiał kim jest dla niego Hinata.
-To mały żart. Hinata chciała przekazać ci świetną wiadomość, więc…- przerwa, chcąc dodać nutki tajemnicy swojej wypowiedzi.
-Więc? -powtórzył zaciekawiony Kiba.
-Jesteśmy parą.- powiedział spokojnie Naruto.
Dziewczynie zrobiło się gorąco. Nie wytrzymała tych emocji.
-Ja z Naruto?- szepnęła i zaczęła chwiać się na nogach.
Widząc to blondyn wziął ją na ręce tym sposobem nie pozwalając jej upaść.
-To na twój widok prawie zemdlała.-przyznał bez ogródek Naruto.
-Chyba żartujesz!- krzyknął Kiba. –To na twój widok mdlała przez te wszystkie lata i tylko ty nie wiedziałeś, że co do ciebie czuję!- odgryzł mu się.
Do blondyna zaczęły docierać słowa wypowiedziane przez brązowowłosego.
„On ma racje! A ja myślałem, że jest dziwna!”
-Ale ze mnie idiota.- powiedział już na głos. – Ale szczęśliwy!- dodał po chwili spoglądając na trzymaną przez niego dziewczynę.
-Ta głupi ma zawsze szczęście.- przyznał mu racje Kiba. – A właśnie!- olśniło go nagle. -My tu gadamy a przecież był alarm. Spieszcie się.- rzucił i razem z Akamaru ruszyli w dalszą drogę do siedziby Hokage. Już po chwili chłopak z ukochaną na rękach biegł w kierunku klanu Huuga.
„Ech ja zawsze mam pecha. Jak chce walkę to jej nie ma, a jak wolałbym zostać tu mamy alarm! Cholera!”-zaklął w myślach Naruto. Tymczasem Hinata myślała o czymś zupełnie innym. Na jej usta pchało się jedno pytanie. Postanowiła ja zadać niebieskookiemu. Zauważyła jednak że od jakiegoś czasu chłopak stoi w miejscu. Rozejrzała się w około. Znajdowali się przed jej domem. Naruto ewidentnie czekał na ocknięcie się Hinaty . Widząc to dziewczyna jak poparzona zeskoczyła z rąk blondyna.
-Przepraszam-szepnęła cicho.
-Nic się nie stało. A o czym tak myślałaś?- zapytał zaciekawiony chłopak.
-O nas. Nie wiem czy jak mówiłeś do Kiby , że jesteśmy parą czy nie żartowałeś. – powiedziała niepewnie.
-Nie. Skąd ci to przyszło do głowy?- zapytał zdenerwowany.
-Sama nie wiem..- odpowiedziała wstydząc się własnych słów.
-Lepiej więcej tak nie myśl! Ja muszę już lecieć. Trzymaj się.- mówiąc to cmoknął ją w policzek.
-Widzimy się w siedzibie Hokage!- krzyknął oddalając się.
Dziewczyna pomachała mu na pożegnanie. Stała przed domem dopóki nie straciła jego sylwetki z oczu.Nie wiedziała, że tak naprawdę żegna się z nim na dłużej..
Karola
komentarze [3]Przeprosiny >> wtorek, 14 kwietnia 2009 20:32:38
Hej wszystlkim! Przepraszam ze tak dlugo mnie nie bylo obiecalam ze bedzie 1 kwietnia jednak choroba mi na to nie pozwolila notka na 100% ukaze sie jutro! ArisaKajanara jasne ze zrobie dla Ciebie wyjatek :):* Ciesze sie ze ten blog nadal istnieje nie tylko dla mnie. Pozdrawiam wszystkich czytelnikow i jeszcze raz przepraszam za opoznienie notki. Karola
komentarze [1] >> niedziela, 29 marca 2009 20:48:23
Hej! Po naprawie myloga wracam, ale już sama będe pisać notki. Od teraz te blog ma nowego właściciela i będe się starała notki pisać częściej. Mam nadzieje że czas i egzamin w 3 klasie gimnzajum mi na to pozwolą. Postaram się je pisać co najmniej raz w tygodniu. Pomimo że ostatnio było mało komentarzy, nawet bardzo mało i tak chce kontynouwać tą historię. Czekam na wasze komentarze. Nowa notka się ukarze w środe, czyli 1 kwietnia. Pozdrawaim wszystkich, którzy bywali an tym blogu. Karola
komentarze [6]Rodział 15 >> wtorek, 6 stycznia 2009 19:29:24
Kraina Morfeusza. Wszyscy mieszkańcy Konohy tam pozostaną aż do rana. Każdy człowiek miewa różne sny. Jedni podczas odpoczynku znajdują się w koszmarze, a inni w najskrytszym marzeniu. Niektórzy potrafią je odtworzyć po przebudzeniu, a inni nie pamiętają ich wcale. Istnieją też ludzie, którym wydaje się, że sen jest rzeczywistością. Przeżywają go tak, jakby był naprawdę…
***
Krótkie kosmyki opadały na czoło blondyna. Naruto niespokojnie przekręcał się z boku na bok. Mocno zaciśnięte pięści i powieki, a także kropelki potu na skroni wskazywały na to, że to nie jest zwykły sen… Po chwili ciszę w pokoju niebieskookiego przerwał głośny krzyk..
***
„Gdzie ja jestem?”-zastanawiał się Naruto rozglądając się wokoło. Miejsce, w którym się znajdował wyglądało jak las. Wszędzie widać było tylko drzewa i zarośla. Jednak blondyn nie był tam sam. Po chwili chłopak zorientował się, że jego przyjaciele są z nim w tym dziwnym miejscu. Uzumaki spojrzał się w prawą stronę. Obok niego biegła Hinata. Gdy Naruto miał wzrok skierowany w jej kierunku białooka uśmiechnęła się do niego. Kiedy obrócił głowę w przeciwną stronę, nie mógł uwierzyć własnym oczom. Po jego lewej stronie biegł Sasuke i Sakura. „O co tu chodzi? Przecież, Sasuke odszedł, a Sakurę porwano! Czy ja oszalałem? A może ty wszystko był zwykły sen?”” –Zastanawiał się Uzumaki.
-Naruto, co jest? Jakoś dziwnie zbladłeś. – przerwał mu rozmyślanie głos Uchihy.
-Nie, wydaje ci się.-skłamał blondyn.
„Te wszystkie złe wydarzenia w ogóle nie miały miejsca”.- Wmawiał sobie niebieskooki biegnąc przez las. „Musze wierzyć temu, co teraz się dzieje i co widzę.”-Powtórzył kolejny raz, aby odpędzić od siebie wszystkie złe myśli.
-A gdzie my biegniemy, bo całkiem wypadło mi z głowy?- zwrócił się po chwili z pytaniem do przyjaciół.
-oj Naruto! Przecież idziemy d Suny! Tsunade nam kazała. Nie pamiętasz odpowiedziała Sakura ze zdziwieniem.
-Tylko chciałem się upewnić. A po co dokładnie tam idziemy?- zadał kolejne pytanie Naruto.
-Co ty się dopiero urodziłeś?!- spytał zirytowany zachowaniem przyjaciela Sasuke. Westchnął i po chwili dodał: -Idziemy na kolejną misję, żeby pomóc mieszkańcom tej wioski…
-Tak, przecież miało tam miejsce podpalenie – dokończył Naruto z zażenowaniem w głosie.
, „Ale skąd ja to wiem? Jakbym już kiedyś to przechodził. Czy ja nie byłem na takiej misji?”- Próbował sobie przypomnieć niebieskooki. Nagle usłyszał świst przecinanego powietrza. Znał doskonale ten dźwięk. Pamiętał swoje treningi. Rzuty shurikenami w wyznaczone punkty na drzewie zawsze były męczące i trudne. Odruchowo spojrzał w stronę skąd dochodził dźwięk. Wydawało mu się, że usłyszał go z prawej strony. To, co zobaczył sprawiło, że serce, jakby przez chwilę przestało bić.
Hinata stała nieruchomo na środku ścieżki. Białooka miała wzrok skierowany w dół. W jej klatce piersiowej tkwił kunai. Huuga patrzyła nieruchomo na broń, która przebiła jej serce. Zachwiała się delikatnie i zaczęła bezwładnie upadać na ziemię. Reakcja chłopaka była natychmiastowa. Z szybkością błyskawicy znalazł się za dziewczyną i złapał ją na ręce. Położył ją delikatnie, jakby jej ciało było ze szkła. Spojrzał na Hintę. Miała zamknięte oczy. Zdawało mu się, że nie oddycha. Zbliżył twarz do jej ust i kiedy nie poczuł na policzku oddechu białookiej, ani nie usłyszał bicia jej serca, prawda jak mgła zaćmiła mu oczy. Po chwili wypełniały je już tylko małe słone kropelki, które wolno kapały na ciało dziewczyny. Chłopka uniósł głowę. Spojrzał ponownie na dziewczynę.
-To niemożliwe..-szepnął ze łzami w oczach.
Podniósł się na chwiejnych nogach. Obrócił się w stronę gdzie powinien być Sasuke, z Sakurą. Zobaczył Roźnie przerażający widok. Ciała jego przyjaciół leżały nieruchomo na ziemi. Z ich ran strumieniami płynęła krew, tworząc kałuże na ziemi. Chłopak ostatkiem sił podbiegł do Sasuke. Upadł na kolana. W tej chwile ku jego zdziwieniu usłyszał głos:
-Ratuj się..- wykrztusił Uchiha, po czym zamknął oczy.
Naruto nie był już w stanie powstrzymać strumieni łez, które zalewały jego policzki, gdy nachylił się nad ciałem różowowłosej i stwierdził, że nie oddycha. Chłopak ponownie próbował się podnosić . Przed oczami widział tylko mrok. Czuł, że jest mu słabo. Upadł na ziemię. Zaczął ją ze złością okładać pięściami.
-Nie!!- krzyknął przez łzy. –To nie może się dziać naprawdę!- krzyknął ponownie w głąb lasu.
-A jednak!- usłyszał głos dochodzący z zarośli. Z cienia drzew wyszły dwie osoby. Ich sylwetki ukryte w mroku wolno zmierzały do miejsca, gdzie nad ciałami przyjaciół klęcząc płakał Naruto. Cień zamieniał się w światło słoneczne oświetlając twarze przybyszów. Przerażony blondyn stwierdził, że są nimi Itachi wraz z Orochimaru. „Ci dwaj razem? To już przegięcie!”- pomyślał Uzumaki patrząc na swoich odwiecznych wrogów. Niebieskooki był cały roztrzęsiony, jednak ostatkiem sił podniósł się z ziemi. Czuł napływające fale gniewu i nienawiści, które dodawały mu odwagi.
-Który z was to zrobił?- wysyczał niebieskooki przez zęby. W jego oczach błyskały iskierki, które dodawały jego postaci odrażającą formę. Przypominał dziką bestię, która szykowała się do skoku na swoją ofiarę. Widział, że albo zginie, albo pomści śmierć swoich przyjaciół. Odpowiedzią na jego pytanie był jedynie uśmiech na twarzy dwóch mężczyzn.
-Wy dranie!- krzyknął w ich stronę Uzumaki.
Wszystkie emocje wzięły nad nim górę. Łzy ciągle płynęły po jego policzkach. Małe kryształki spadały na ziemię, rozpadając się na jeszcze mniejsze części.
-Zabiję was!- krzyknął blondyn.
„Pomszczę waszą śmierć! Obiecuje! Choć bym miła zginąć!”- myślał Naruto biegnąc w stronę morderców swoich przyjaciół. Zamachnął się, aby zadać Itachiemu cios, gdy nagle.. wszystko zniknęło. Uzumaki stał po środku ciemności. Ze spuszczoną głową, patrzył się w dół. Wokoło otaczała go czerń. Kolejne łzy wpadały w ciemność wydając głuchy dźwięk…
***
-NIE!!- krzyknął kolejny raz, nerwowo przekręcając się na łóżku. Jego głos rozniósł się po pomieszczeniu. Wydawało się jakby ściany odbiły jego słowo i kilka razy powtórzył jeszcze jego zaprzeczenie. Otworzył oczy. Ze zdziwieniem stwierdził, że znajduje się w swoim pokoju. Usiadł na łóżku. Czuł walące serce w jego piersi. W głuchej ciszy wypełniającej to pomieszczenie, słychać było jedynie głośny, zmęczony oddech chłopaka. Szeroko otworzył oczy. Próbował wrócić do rzeczywistości , przestać śnić. Starał się zrozumieć czy to był jedynie sen, czy to wszystko działo się naprawdę. Spojrzał się w stronę okna. Zza horyzontu było widać pierwsze promienie słoneczne. Jakaś nieznana siła nagle się w nim obudziła. Poczuł napełniającą go chęć opuszczenia tego miejsca. Nie wiele myśląc wstał i wybiegł ze swojego pokoju. Ubrany jedynie w pidżamę przemierzał ulice Konohy. Wiedział już gdzie biegnie. Serce wskazywało mu dokąd ma biec. Jasne promyki oświetlały mu drogę pomiędzy budynkami, prowadząc go do celu. Po chwili był już na miejsc. Zdenerwowany nawet nie zapukał, od razu pociągnął za klamkę. Zdziwiony stwierdził, że drzwi są otwarte. Wbiegł do domu i skierował się do odpowiedniego pokoju. Z impetem wpadł do pomieszczenia.
Hinata spała spokojnie. Równo oddychała leżąc na boku wtulona w poduszkę. Wyglądała tak niewinnie i delikatnie. Ten widok sprawił, że Naruto stanął na chwile i zawahał się co ma robić. Jednak zdenerwowanie wzięło nad nim górę. Usiadł na łóżku obok śpiącej Hinaty i pociągnął ją za ramiona do siebie. Przytulił mocno dziewczynę.
Huuga zdziwiona otworzyła zaspane oczy. Kiedy zobaczyła w jakiej sytuacji się znajduje, na jej twarzy pojawił się rumieniec. Nie mogła uwierzyć, że to nie sen. Radość Uzumakiego nie miała granic, kiedy zobaczył, że jego przyjaciółka żyje. Uścisnął ją jeszcze mocniej.
-Nawet nie wiesz jak się cieszę, że jesteś całą i zdrowa. – szepnął jej na ucho z uśmiechem.
Dziewczyna nie wiedziała co się dzieje. Jej marzenia się spełniły. Tyle lat czekała na tę chwilę. Nieśmiałość, która zawsze ją powstrzymywała tym razem zniknęła. Białooka niewiele myśląc przytuliła się do niego. Podkochując się w blondynie, nigdy nawet jej się nie śniło coś takiego. Chciała, żeby ta chwila trwałą wiecznie. Czuła się tak dobrze-bezpiecznie. W głowie jak echo odbijały się słowa chłopaka. Z każdą chwilą wydawała się dziewczynie coraz bardziej niezrozumiała. Delikatnie uwolniła się z uścisku blondyna.
- Co się stało?- zapytała.
Naruto patrzył na nią ze zdziwieniem.
-Nie pamiętasz? Przecież ty, Sasuke, Sakura … leżeliście martwi w lesie. Byliśmy na misji. Wszystko stało się w drodze do Suny. Biegliśmy przez las w nagle usłyszałam dziwny dźwięk. Spojrzałam się w twoją stronę. Kunai tkwił ci w sercu. Kiedy podbiegłem do ciebie już nie oddychałaś! To cud, że tu jesteś!- krzyknął radośnie Uzumaki.
Hinata nie wiedziała co powiedzieć. „Co mu się stało? Chyba zwariował. Czy utrata przyjaciół aż tak go dotknęła? Wyobrażam sobie jak musi się czuć..”
-Naruto…- powiedziała próbując zwrócić uwagę blondyna na siebie. –To był tylko sen.. Zły sen.. – powiedziała wolno.
Chciała, aby jej słowa dotarły do przyjaciela. Nie usłyszała jednak odpowiedz ze strony blondyna. Postanowiła kontynuować tłumaczenie:
- Sasuke odszedł, a kiedy byliśmy na misji ratunkowej w Sunie porwano Sakurę.- powiedziała ze smutkiem w głosie.
Naruto nic nie odpowiedział. Czuł z jak jego serca strumieniami płynęła krew. Słowa Hinaty wolno do niego docierały. Czuł mokre ślady na policzkach. Patrzył się w dal. Nieruchomym wzrokiem spoglądał na wschodzące słońce. Ta gwiazda dawała życie. To dzięki niej istniały rośliny, zwierzęta, ludzie. To dzięki niej świat nie był wciąż pochłonięty ciemnością i złem. To słońce sprawiało, że życie nabierało sensu. Ta płonąca kula była źródłem dobra. Chłopak patrzył się na nią z podziwem. Nagle na jej tle pojawiła się niewyraźna postać. Zmrużył oczy, aby dokładnie się jej przyjrzeć. Na jego twarzy pojawił się uśmiech. „ Te różowe włosy, zielone oczy, ten uśmiech to bez wątpienia jest ona!”. Patrzył z uwagą przyglądając się tak dobrze znanej przez siebie postaci. W tej chwili dziewczyna przyjacielsko pomachała mu ręką. Wydawało się, że mówi coś do blondyna, ale była za daleko by Naruto mógł ją usłyszeć. Po chwili obok niej pojawił się chłopak o czarnych oczach i włosach. „Ten wzrok..To napewno on!". Oboje przyjaciele pomachali mu, jakby na pożegnanie, wzięli się za ręce i pobiegli w kierunku słońca. Naruto nie mógł pozwolić im uciec.
-NIE!! Nie pozwolę wam kolejny raz odejść!- krzyknął w ich stronę Uzumaki.
Zdesperowany wyskoczył przez okno z pokoju Hinaty i zaczął biec w stronę, gdzie przed chwilą widział Sasuke i Sakurę…
Dodała Karola
komentarze [5]Powrót >> poniedziałek, 5 stycznia 2009 21:16:59
Nie zostawiłyśmy bloga. Nie mogłyśmy pisać opowiadań bo mylog zdechł i nie można było sie zalogować a co dopiero o dodaniu notki mówic.
Nadrobimy wszystkie opowiadania których nie przeczytałyśmy przez ten czas.
Borsuczek
komentarze [0]Rozdział 14 >> poniedziałek, 13 października 2008 21:22:46
Piasek powoli opadał, odsłaniając teren walki. Wszyscy stali rozglądając się wokoło. Szukali swoich przeciwników, ale Deidary, Itachiego, Kisame i Sasoriego niegdzie nie było. Zadowolony z siebie Naruto krzyczał:
-WYGRALIŚMY!! Skopaliśmy im tyłki! Jesteśmy najlepsi!!
-Nie pokonaliśmy ich. Oni sami odeszli z walki.- powiedziała Kurenai.
- Akatsuki nigdy nie odchodzą z walki. Musieli mieć ważny powód , aby tak po prostu uciec..- zastanawiał się głośno Kakashi.
Hinata po tych słowach rozejrzała się w poszukiwaniu swojej najlepszej przyjaciółki. Przez całą walkę martwiała się o Sakurę. Bała się, że przypuszczenia różowowłosej mogą być zgodne z prawdą. Kiedy okazało się, że Haruno nigdzie nie ma. Przestraszona Huuga krzyknęła do wszystkich:
-Czy ktoś wie gdzie jest Sakura??
Blondyn gorączkowo rozglądał się we wszystkie strony.
-Cholera!- przeklął Naruto. –Przecież niedawno ją widziałem. Musi gdzieś tu być.
Zdziwiony Kakashi nie wiedział co się dzieje. „Czyżby celem Akatsuki było porwanie Sakury? Żaden z naszych wrogów nie powinien wiedzieć o jej zdolnościach. W jaki sposób dowiedzieli się o jej darze? Skąd czerpią takie informacje?”- zastanawiał się.
-Rozdzielmy się. Gai, twoja drużyna przeszuka północną część wioski, Kurenai twoja południową, zaś twoja Asuma wschodnią. Ja i Naruto przeszukamy pozostałą część wioski. Spotykamy się przy siedzibie Kazekage za 2 godziny. – ustalił Hatake.
***
Wszyscy dokładnie przeszukiwali wioskę. Gai, Rock Lee, Neji i Ten Ten starali się zajrzeć każdy kąt. Pytali także przechodzących obok nich mieszkańców wioski czy nie widzieli różowowłosej dziewczyny.
-Widział pan dziewczynę o różowych włosach? Jest mniej więcej mojego wzrostu i ma zielone oczy.- pytała Ten Ten.
-Nie , niestety nie. –słyszała za każdym razem dziewczyna.
- Straciłam już nadzieję, że ją znajdziemy. –powiedziała po dłuższym czasie poszukiwań .
-Nie możemy zaprzestać poszukiwań. – powiedział Gai
- Masz racje sensei. Musimy przyspieszyć tempo. – odpowiedział Rock Lee.
-A ja spróbuje szybciej przeszukać tą okolicę. – powiedział Neji. –Biakugan!
Kilka razy rozejrzał się po okolicy.
-Nie ma jej tu…-odpowiedział Huuga. – Idziemy dalej.
***
Hinata też użyła biakugana, aby przeszukać południową część wioski. Niestety nie znalazła Sakury w najbliższej okolicy. „Mam nadzieje, że nic ci nie jest.”- pomyślała tracąc już nadzieje na odnalezienie przyjaciółki.
-Akamaru może ty jej poszukasz?- zwrócił się do niego Kiba.
-Hau! Hau!- szczeknął zadowolony pies.
Schylił się, przyłożył nos do ziemi. Zaczął węszyć, jednak nie znalazł tropu poszukiwanej osoby.
Shino tez pomagał w poszukiwaniach. Wysłał swoje robaki na zwiad, lecz one po chwili wróciły bez dobrej nowiny.
-Tutaj jej nie ma. Akamaru na pewno by ją wyczuł gdyby tu była.- stwierdził Kiba.
-Robaki tez nic nie znalazły.-dodał Shino.
-Na tym zakończymy poszukiwania w tej części wioski. –powiedziała Kurenai.
Hinata zgadzając się przytaknęła głową.
***
Drużyna Asumy nie mając szczególnych zdolności związanych z szukaniem zaginionych, postanowiła zwyczajnie pytać przechodniów.
-Przechodziła może tędy piętnastoletnia dziewczyna? Ma charakterystyczne różowe włosy. – pytała mieszkańców Suny Ino.
Jednak ludzie odpowiadali jej jednoznacznie: „Nie, nie widziałem/widziałam jej” lub po prostu „Nie” .
Shikamaru nudziło ciągłe pytanie ludzi.
-Ale beznadzieja… - powiedział po godzinie.
Marudzącego chłopaka skarcił jego sensei:
-Mamy jej szukać , a nie ciągle marudzić.
Chojiego też męczyły te poszukiwania.
- Zgłodniałem trochę. Może zrobimy sobie krótką przerwę?
-Ty ciągle jesteś głodny. –stwierdziła Ino.
-Choji ma racje musimy trochę odpocząć.- zgodził się z kolegą Shikamaru.
-Ty też po jego stronie?- zapytała blondynka .Po chwili dodała:
-Z kim ja muszę współpracować..
***
Kakashi i Naruto przemierzali ulice w poszukiwaniu różowowłosej. Zmęczeni szukaniem nie dawali jednak za wygraną. Obaj mieli wyrzuty sumienia dotyczące ostatnich wydarzeń.
„Porwali ją? Ale dlaczego? Po co im Sakura? Co ona ma wspólnego z Akatsuki? Przecież nie znała żadnego z tych mężczyzn…”.
Myśli kłębiły się po głowie blondyna nie dając mu spokoju. Starał się przypomnieć sobie wydarzenia mające miejsce przez ostatnie dni. W jednej chwili wszystko stało się jasne. Całe porwanie Sakury nie było bezinteresowne. Uzumaki zrozumiał wszystko. W jego głowie echem odbijało się zdanie wypowiedziane przez jego senseia zaledwie kilka godzin wcześniej: „… mężczyzna o czarnych długich włosach to Itachi- brat Sasuke…”. „ Już wszystko rozumiem! Ta kartka, wiadomość od Sasuke którą dostała Sakura. Pamiętam jak Hinata wpadła do namiotu. Zaczęła krzyczeć o jakiejś wiadomości . Muszę sobie dokładnie przypomnieć co mówiła… Było tam coś o niebezpieczeństwie grożącym Sakurze ze strony Itachiego.. I Sasuke napisał, że nie może iść na tą misje. No tak! Dlaczego nie wpadłem na to wcześniej? Za nim Sakurę porwano?”.
Tymczasem Kakashi także się martwił o swoją uczennicę. Po raz pierwszy sam przed sobą musiał się przyznać, że nie wie co ma o tym wszystkim myśleć. Zawsze znał odpowiedzi na każde pytanie i potrafił łączyć ze sobą po szczególne wydarzenia.
„Nie wiem co robić. Zwyczajnie nie wiem co robić… Te poszukiwania na nic się zdadzą.. Jestem coraz bardziej pewny, że Sakura została porwana.. Męczy mnie jednak jedno proste pytanie „Dlaczego?”.
Może Naruto coś wie? Przecież on zawsze jest tam, gdzie coś się dzieje. Musi coś wiedzieć..”.
Postanowił zapytać blondyna czy wie coś więcej na temat porwania różowowłosej .
-Naruto jestem pewny, że coś wiesz o Sakurze! Powiedz mi wszystko!
Zdziwiony Naruto nie spodziewał się takiego wybuchu ze strony swojego senseia. Przecież Kakashi zawsze był opanowany i przygotowany na każdą sytuację. A teraz? W głosie siwowłosego słychać było desperacje. Uzumaki postanowił powiedzieć Kakashiemu prawdę. Nie potrafił dłużej unieść ciężaru tajemnicy.
-Mam tego dość!- krzyknął Naruto. -W dupie mam to wszystko! Dłużej tego nie wytrzymam! Gdyby nie Sasuke, nikt by nic nie wiedział! – wybuchł wkurzony blondyn.
Teraz to Kakashi był zdziwiony. Patrzył wstrząśnięty na Naruto. Wiedział, że chłopak jest narwany, ale nigdy nie widział go w takim stanie.
-Jak to Sasuke?- zapytał siwowłosy po chwili.
-No normalnie! Zostawił jej tą cholerną wiadomość i poszedł! Pisał coś o niebezpieczeństwie zagrażającym Sakurze ze strony Itachiego… i… Dalej nie pamiętam!- zbulwersował się Naruto.
Jego złość sięgała zenitu. Wyrzucał z siebie potoki słów.
-Kiedy ona dostała tą wiadomość? – zapytał Kakashi.
-Jak nocowaliśmy na polanie, w drodze do Suny. W nocy obudziła mnie Hinata. A miałem taki fajny sen…-rozmarzył się Naruto.
-Do rzeczy.-pospieszał go Kakashi z nutką zażenowania.
Naruto nie zważając na słowa siwowłosego dalej prowadził swój monolog.
-Obudziła mnie i powiedziała, że Sakura uciekła do lasu. Shikamaru darł się na mnie, że się nie wysypia, a ja go olałem. Pobiegłem z Hinatą do lasu. Znaleźliśmy ją nad strumykiem. Tam odkryła swoją moc. – zakończył swoją historię Naruto.
Kakashi analizował kolejnie opowieść blondyna. „Już wszystko rozumiem” .-pomyślał.
-Wiesz dlaczego ją porwali?- zapytał, bo nadal dręczyło go to pytanie.
-Nie mam pojęcia. Nie dawno się skapnąłem o co chodzi.- odpowiedział Uzumaki.
Żaden z nich więcej się nie odezwał. Naruto zastanawiał się czy dobrze zrobił mówiąc o tym Kakashiemu. „One mnie zabiją jak się dowiedzą”- pomyślał zdesperowany.
Obaj po zakończeniu rozmowy skierowali Siudo siedziby Kazekage. Wiedzieli, że nie odnajdą tu Sakury.
***
W umówionym miejscu po 2 godzinach zebrali się wszyscy ninja z Konohy. Hinata widząc miny towarzyszy zrozumiała, że nikt nie znalazł Sakury. Postanowiła wziąć sprawę swoje ręce. Postawił wszystko an jedną kartę. Odnalazł w sobie odwagę i podeszła do Kakashiego.
-Sensei? Sakurę porwana, ale wcześniej Sasuke zostawił jej….
-Wiem o wszystkim.-przerwał jej Hatake.
-Ale skąd?- wydukał zdziwiona Huuga.
-Naruto mi powiedział.
Po tych słowach Hinata skierował wzrok w stronę blondyna, który przysłuchiwał się z uwagą rozmowie.
-NA-RU-TO!- wysyczała przez zęby białooka.
-No co? Przecież sama chciałaś mu powiedzieć prawdę!- bronił się Naruto.
Hinata westchnęła, po czym przyznał mu rację.
Kakashi postanowił powiadomić wszystkich, że poszukiwania zostały zakończone.
-Wszyscy pewnie domyślili się już, że Sakura została porwana. Pozostało nam jedyni e powiadomić Kazekage o jej porwaniu i zdać raport z walki.
Wszyscy przyznali mu racje po czym ruszyli do siedziby.
***
W gabinecie Kazekage rozległo się głośne pukanie.
-Wejść. – usłyszeli odpowiedź zza drzwi. Nacisnęli klamkę. Ujrzeli siedzącego za biurkiem mężczyznę w podeszłym wieku.
Gaara, Kankuro i Temari, którzy byli z przybyszami z Konohy zwrócili się do Kazekage.
-Przyszliśmy zdać raport z ostatniej walki.
Mężczyzna skinął głową, po czym prosił by kontynuowali.
-Walczyliśmy razem z ninja z wioski ukrytej w liściach przeciwko Akatsuki. Jedna nasi przeciwnicy w pewnym momencie nie wiadomo z jakiego powodu wycofali się z walki.
Kakashi postanowił teraz włączyć Siudo rozmowy.
-Powód jest znany Lordzie Kazekage.- wtrącił siwowłosy.
-Wycofali się z walki, ponieważ wykonali swoje zadanie, którym było porwanie Sakury-mojej uczennicy.
-Już rozumiem. A może chcielibyście odpocząć po walce? Ja w tym czasie wyśle wiadomość do Tsunade, powiadomiłbym ją o porwaniu.-zaproponował Kazekage.
-Nie.- odparł stanowczo Hatake. –Musimy jak najszybciej wrócić do wioski.
Lord nie miał zamiary odwlekać ich powrót do domu, podziękował im za pomoc, po czym wszyscy ninja wyszli z jego gabinetu. Przed budynkiem pożegnali się z drużyną Gaary i ruszyli w drogę powrotną.
***
Gorący obraz pustyni zamienił się w wilgotne powietrze lasu. Pośród tysięcy drzew widać było przemykające sylwetki 15 ninja. Każdy z nich starał się, aby nie zwalniać tępa. W krótkim czasie przebyli prawie połowę drogi. Zrobili sobie jedynie 20 minutowy postój. Następnie znów wyruszyli w drogę. Najdziwniejsze było to ,że Shikamaru ani żaden inny ninja nie narzekał, że jest zmęczony. Po kilko godzinowej wędrówce dotarli do bram wioski.
„Nareszcie w domu!”- pomyślał Naruto widząc znajome mury.
Ninja rozbiegli się w różne strony. Każdy jak najszybciej chciał znaleźć się w domu i odpocząć po długiej podróży. Jednak na senseiów czekało kolejne zadanie. Musieli zdać raport z misji. Ruszyli, więc w stronę siedziby Hokage. Tsunade nie spodziewała się ich tak wcześnie. Po zdaniu raportu Gai, Kurenai i Asume wyszli z gabinetu. Kakashi jednak chciał koniecznie porozmawiać z nią w 4 oczy.
-Sakurę porwano…-powiedział po chwili milczenia Hatake.
-Co?! Jak do tego doszło?
- Naruto przyznał mi się dopiero po walce, że Sasuke ostrzegł Sakurę. Napisał jej, że Itachi chce ją zabić. Jednak ona sama nic nam o tym nie powiedziała. Nie mieliśmy pojęcia o zagrożeniu.
-Jak mogła być tak lekkomyślna i nieodpowiedzialna?! Przecież to szaleństwo!
-Sądzę, że myślała, że Sasuke ją oszukał. To jest jedyne wytłumaczenie i najbardziej prawdopodobne. Z resztą wcale się jej nie dziwię..
-Co masz na myśli?- zapytała zdziwiona kobieta.
-Ich stosunki nie były zbyt dobre.. Tzn. Sakura.. no wiesz .. nie musze ci chyba tłumaczyć a Sasuke zwyczajnie nie zauważał jej, albo nie chciał zauważyć.
-Teraz już rozumiem .- powiedziała blondynka. „Wiem doskonale jak to jest stracić ukochaną osobę. Mój brat i narzeczony.. nie żyją.. Po ich stracie czułam się strasznie.. Chciałam uciec od wspomnień, od swojej miłości do nich obu. Później stałam się osobą bez uczuć..Serce zamieniło się jakby w kamień.. Odczuwało jedynie przeszywający ból po stracie osób, które kochałam najbardziej na świecie. Wyobrażam sobie co może czuć Sakura.. Jest jeszcze taka młoda, a już doświadczyła co to jest miłość i uczucia z nią związane czyli zdrada, ból i rozczarowanie…” -zakończyła rozmyślanie Tsunade.
-Tej nocy, kiedy dostała wiadomość uaktywniła się moc otrzymana od matki. Nie przypuszczałem, że to nastąpi tak wcześnie.
-Ale jaka moc? O czym ty mówisz?
-Matka przekazała Sakurze przy jej narodzinach część swojej mocy. Miała się ona uaktywnić, gdy Sakura odnajdzie prawdziwą miłość i będzie dość dojrzała emocjonalnie. Nie wiedziałem, że ten dar uleczania pojawi się teraz.
Tsunade zastanowiła się chwilę. Starała sobie przypomnieć matkę różowowłosej.
-Tak pamiętam jej matkę. Była dobrą kobietą, a jednocześnie bardzo odważną.- stwierdziła Tsunade.
-Tak.. Była uosobieniem dobra. Uleczanie dawało jej dużo przyjemności. Lubiła pomagać ludziom. Widać Sakura odziedziczyła po niej nie tylko zdolności, ale także charakter.-pogrążył się we wspomnieniach Kakashi.
-Musimy ją jak najszybciej odnaleźć. Postaram się wysłać oddział ANBU, jak tylko wróci z misji.
Po chwili dodała:
-Trzeb też przełożyć test do momentu aż Sakura wróci. Przekaż wszystkim te informacje.
Hatake skinął jedynie głową, po czym wyszedł z gabinetu.
***
Siedzibę Orochimaru otaczała mgła. Ciemne kształty budynku wydawały się tonąć pośród niej.
Sasuke niezbyt dobrze czuł się w tym miejscu. Wydawało mu się, że znajduję się w otchłani bez dna, światła, uczuć. Ludzie tu byli zupełnie inni niż w wiosce ukrytej w liściach. A jego drużyna? W ogóle nie była podobna do poprzedniej. Czarnowłosemu trudno było przyzwyczaić się do tego otoczenia. Ciągłe treningi przygnębiały go, a jednocześnie męczyły. A brak przyjaciół skłaniał go do melancholii i wspomnień. Dopiero teraz zrozumiał jak wiele dla niego znaczyli. . Naruto i Sakura kiedyś go ciągle denerwowali i wyprowadzali z równowagi. Teraz był pewien, że już by tak nie było. Jednak chęć zemsty na mordercy jego rodziny była silniejsza….
Dziś po raz drugi odkąd tu był wezwał go do siebie Orochimaru. „Ciekawe czego chce ode mnie ten gad?”-myślał pukając w czerwono krwiste drzwi. Nie czekając na zaproszenie otworzył je i wszedł do środka.
-Nareszcie jesteś.-usłyszał głos wydobywający się z ciemności.- Czekałem na ciebie…
-Czego chcesz? – zapytał wprost Sasuke.
-Mam zamiar napaść na Konohę. Naszym celem będzie zdobycie zwoju Kyuubiego.
„Zwoju Naruto? Po co mu on? Oby nie chciał mnie zabrać na tą misję. Nie chcę znowu oglądać cierpienia moich przyjaciół. Jednak nie mam innego wyjścia muszę udawać ,że chcę iść. Wężowaty nie może nabrać żadnych podejrzeń..”- zastanawiał się Uchiha.
-A po co ci zwój Naruto? – zapytał.
-To proste. Uwolnimy lisa o dziewięciu ogonach. Mając go po swojej stronie będziemy mogli podbić wszystkie wioski.
„Cwany jesteś”- pomyślał Sasuke.
-Kiedy wyruszamy na misje?- zapytał czarnooki chłopak.
-Ty nie idziesz.
„Uch” – odetchnął w duchu Uchiha, ale zapytał:
-Dlaczego?
-Jesteś mało doświadczony. Nie byłeś jeszcze na żadnej misji. Nie mogę narazić cię na takie ryzyko.-wytłumaczył Orochimaru. –Możesz już odejść. – dodał wężowaty.
Sasuke odkręcił się w poszedł w stronę drzwi. Zamykając je pomyślał:„Wezwałeś mnie tylko po to, żeby mi to powiedzieć? Co ty kombinujesz ty stary gadzie? Chcesz mnie sprawdzić?”.
***
Siedziba Akatsuki znajdowała się po środku pustyni. Deidara, Sasori , Kisame i Itachi przebyli długą drogę nim tu dotarli. W czasie podróży związali ręce Sakury, na wypadek gdyby się ocknęła. Jednak to się nie stało. Dopiero w środku budynku Sakura zaczęła dochodzić do siebie. Budząc się zobaczyła jedynie podłogę. Dopiero po chwili zrozumiała, że ktoś ją niesie. Czuła tylko lekki ból karku i głowy. Starał się uwolnić, jednak więzy na jej rękach były zbyt mocne. Itachi zauważył, że Sakura się ocknęła. Postawił ją na ziemi. Różowowłosa rozglądała się wokoło. Nie wiedziała gdzie jest. Zauważyła jedynie, że znajduje się w długim wąskim korytarzu . Kiedy odkręciła się do tyłu zobaczył szydercze uśmieszki Deidary, Kisame i Sasoriego .Itachi jedynie stał i wpatrywał się w dziewczynę jakby oczekiwał jakiejś innej reakcji. Pchnął ją lekko do przodu i powiedział.
-Idź przodem.
Sakura z niechęcią wykonała polecenie swojego porywacza. Wiedziała, że nie jest w stanie się uwolnić. „Czyli jednak Sasuke mnie nie oszukał! Ale skąd wiedział, że Itachi chce mnie porwać? I po co w ogóle mnie porwał? Teraz żałuje, że nie posłuchałam Hinaty. Mogłam mieć trochę więcej zaufania do Sasuke. Przecież był moim przyjacielem.. No właśnie był…”. Różowowłosa szła przez korytarz ze spuszczoną głową, nic nie mówiąc. Wydawało jej się, że ciągnie się on w nieskończoność. Dopiero na jego końcu dziewczyna zauważyła drzwi z wyrytym napisem: Pein. Sasori niedbale zapukał do drzwi. Otworzył je i wepchnął do pomieszczenia Sakurę. Do środka z dziewczyną wszedł jednak tylko Itachi.
Gabinet był praktycznie pusty. Jedynie na środku tego dużego pokoju stało biurko, na którym leżały porozkładane plany różnych wiosek. Pomieszczenie oświetlała t małą oliwna lampka, stojąca na skraju blatu. Za biurkiem ktoś siedział, jednak Sakura w tak słabym świetle nie mogła zobaczyć tej osoby.
-A więc to ty jesteś Sakura. – powiedział mężczyzna wstając z krzesła.
Dopiero teraz różowowłosa mogła go zobaczyć. Światło lampki padało na blat biurka, ukazując postać wysokiego człowieka. Miał on rude włosy podtrzymywane przez opaskę ninja, która była przecięta na pół. Brązowe tęczówki lśniły o odbiciu blasku wydobywającego się z lampki. Wyglądał na inteligentnego mężczyznę i silnego przeciwnika. „ To jest zapewne Pein. Ich przywódca.” –pomyślała Sakura spoglądając na czarny płaszcz noszony przez wszystkich członków Akatsuki. Po chwili jednak skierowała wzrok w dół. Patrzyła się w ziemię nie chcą dłużej oglądać twarzy człowieka odpowiedzialnego za jej porwanie. Nie odpowiedziała, więc nic. Zwyczajnie zignorowała wypowiedź Peina. Jednak przywódca Akatsuki był nieugięty. Nienawidził , gdy ktoś go ignorował . Podszedł więc bliżej Sakury. Ręką odchylił jej głowę w kierunku swojej twarzy. Chciał, aby dziewczyna patrzyła mu prosto w oczy, gdy do niej mówił.
-Mam ochotę ci przyłożyć.- powiedziała po chwili Sakura. –Gdybym nie była związana skopałabym ci tyłek.
-Pyskata jesteś.- uśmiechnął się szyderczo Pein.
-Jesteś żałosny.- krzyknęła mu w twarz Sakura.
Przywódca Akatsuki nic już nie powiedział. Odkręcił się tyłem do dziewczyny i poszedł w kierunku biurka.
- Zabierz ją. Zrób z nią co chcesz.- rzucił niedbale rudowłosy.
Itachi wyszedł z gabinetu. Idąc przez korytarz szepnął Sakurze na ucho:
-Teraz poczekamy na mojego braciszka…
Borsuczek
komentarze [15]Rozdział 13 >> środa, 24 września 2008 16:02:42
Pustynia. Masy piasku otaczają wszystko wokoło. Palące słońce oświetlało tą ogromną przestrzeń . Żadna nawet najmniejsza roślina nie miała możliwości tu urosnąć. Jednak w tak niekorzystnych warunkach mieszkają ludzie. Pośrodku tego pustkowia znajduje się wioska, wioska którą spotkało ogromne nieszczęście. Czy ten potężny żywioł przez przypadek zniszczył to miejsce? Naruto znał już odpowiedź na to pytanie. Wiedział, że za całe zło, które spotkało tych ludzi są odpowiedzialni nieznajomi ukrywający się w cieniu jednego z domów. Akatsuki- grupa, którą dowodził Pein, nie miała litości dla nikogo. Tymi ludźmi kierowała chęć władzy i zemsta. Ich serca były jak kawałki lodu, zimne i bezwzględne. Podpalali wioski, napadali na nie kradnąc to co mieli pod ręką. Byli bardzo potężną grupą i trudną do pokonania. Odznaczali się wieloma umiejętnościami. Z łatwością czterech z nich mogło pokonać przybyszów z Konohy. To do tej grupy należał brat Sasuke- Itachi.
„ To prawda, że złoczyńca zawsze wraca na miejsce zbrodni.”– myślał blondyn. Spojrzał na Hinatę, która roztrzęsiona nie wiedziała co robić. Uzumaki postanowił wziąć sprawę w swoje ręce.
-Przejdziemy na około, żeby nie wzbudzić podejrzeń. Udawaj, ze nic się nie stało. Najlepiej uśmiechaj się i mów coś do mnie, a teraz chodźmy w stronę szpitala.- szepnął do niej Naruto.
***
Sakura uleczyła już prawie wszystkich rannych. Senseiowie wiedzieli, że nie ma potrzeby stać i przyglądać się jak różowowłosa pomaga ludziom.
-Chodźcie. – zwrócił się Asuma do młodych ninja.- Wyjdziemy przed budynek i zaczerpniemy trochę świeżego powietrza.
Wszyscy chętnie opuścili szpital. Grupka chłopaków wychodząc z pomieszczenia zauważyła, że nie ma z nimi Naruto.
-A gdzie się podział Naruto?- zapytał kolegów Shikamaru.
-Nie mam pojęcia. Myślałem, że jest cały czas z nami. – odparł Rock Lee.
-Ja też. Byliśmy tak zapatrzeni jak Sakura ulecza rannych, że nie zauważyliśmy, że Naruto gdzieś przepadł. – zauważył Neji.
Trochę dalej senseiowie zajęci byli rozmową na inny temat.
- Masz niezwykle zdolną uczennicę. – stwierdziła Kurenai.
-Tak, Sakura to naprawdę zdolna dziewczyna. – potwierdził Asuma.
Gai znów czuł się poszkodowany przez los. „ Kolejny raz Kakashi ma więcej szczęścia niż ja! Żaden z moich uczniów nie ma nadprzyrodzonych zdolności- myślał zazdrosny.
-Tak to rzeczywiście wyjątkowa dziewczyna. Cieszę się, że jest moją uczennicą. -dodał Kakashi.
Rozmowę przerwali im Naruto i Hinata, którzy wpadli między nauczycieli krzycząc coś niezrozumiałego. Zasapani już po chwili nie mogli z siebie wydusić ani słowa.
Kakashi, Gai, Kurenai, Asuma- patrzyli na nich zdziwieni.
-Tam za jednym z domów- zaczęła Huuga, ale nie mogła złapać tchu.
- Za jednym z domów ..- zaczął teraz Naruto, ale nie zdążył dokończyć , gdyż siwowłosy mu przerwał:
-Naruto! Hinata! Odpocznijcie trochę. Później wszystko wolno nam opowiecie.
Uzumaki nie chciał czekać Podniósł się z ziemi i zaczął mówić.:
-Poszliśmy z Hinatą na spacer po wiosce. Rozmawialiśmy. Nagle Hinata zobaczyła 4 ludzi ukrywających się za jednym z domów. Nie wiedziała kim są, ale ja od razu i rozpoznałem. Byli to członkowie Akatsuki.
Na twarzach senseiów pojawiło się zdziwienie i dziwny niepokój.
-Jesteś pewny? - zapytała z niedowierzaniem Kurenai.
-Tak to byli na pewno oni.- potwierdził jeszcze raz blondyn.
;Cholera! Jeszcze tych tu brakowało!” – zdenerwował się Kakashi. Jednak nie okazał przy pozostałych, że jest przerażony całą sytuacją.
-A więc to oni podpalili wioskę..- powiedziała po chwili Kurenai. Wiedziała, że Akatsuki to trudny przeciwnik i niełatwo będzie ich pokonać. Martwiła się też o swoich podopiecznych. „Ciekawe jak ci młodzi ninja poradzą sobie z tak trudnym przeciwnikiem.”. Spojrzała na Naruto, w którego oczach było widać determinacje do walki.
-Wszystko wskazuje na to, że podpalenie to ich sprawka. Przypuszczam, że wrócili, aby sprawdzić czy wszystko jest zniszczone. Jednak w roznieconym przez nich pożarze nie wszystko spłonęło. Sądzę, że będą chcieli dokończyć to co już zaczęli i spróbują znów zaatakować.-podsumował Asuma.
-To my musimy zaatakować ich pierwsi!- krzyknął Naruto z determinacją.
-Zgadzam się z nim. – odezwał się Kakashi.- Uważam, że to my musimy zgotować im przyjęcie powitalne.
-Tak! Nareszcie coś się dzieje! – krzyknął Uzumaki.
-Wszyscy się zgadzają?- zwrócił się Kakashi do senseiów nie zwracając uwagi na krzyki Naruto.
Korenaj, Gai i Asuma pokiwali głowami.
-Mam jednak pewne zastrzeżenia...- wtrącił Gai. –Nie możemy zaatakować bez żadnego planu i przygotowania. To jest zbyt potężny wróg, żeby go traktować tak pobieżnie.
-Masz racje. –zgodził się z nim po raz pierwszy w życiu siwowłosy.-Ustalmy plan. Trzeba też tu zwołać wszystkich naszych ninja.
-Musimy im wyjaśnić zaszłą sytuację.- dodała Kurenai.- Naruto, ty powiesz im o wszystkim i karzesz, aby stawili się w tym miejscu jak najszybciej z bronią, którą ze sobą zabrali.- zdecydowała, po czym zwróciła się do Hinaty: -Idź razem z nim.
Kiedy blondyn i białooka odeszli senseiowie kontynuowali rozmowę:
-Tymczasem my musimy ustalić plan. – stwierdził Asuma.
Kakashi postanowił przejąć dowodzenie. Miał już plan , wiedział już jak poradzą sobie z wrogiem.
- Kurenai, ty i Asuma musicie iść do Kazekage. Powiecie mu o niebezpieczeństwie jakie ponownie grozi wiosce. Poproście go o broń i wsparcie. Jeżeli są jeszcze jacyś ninja niech nam pomogą w pokonaniu wroga. W tym czasie ja i Gai zaplanujemy wszystko i przekażemy plan ataku naszym uczniom.
-Dobrze. –odparła Kurenai.
-Trzeba się spieszyć- dodał Asuma. –Musimy działać tak, żeby nasi przeciwnicy nie dowiedzieli się, że wiemy o ich obecności. Musimy działać szybko i rozważnie.
Po tych słowach oboje pobiegli w stronę siedziby Kazekage.
Gai i Kakashi od razu wzięli się do prac. Dopiero teraz w tak trudnej chwili ci dwaj mężczyźni byli zgodni. Po chwili plan rozpracowania wroga był prawie gotowy.
***
Naruto i Hinata biegli w stronę swoich kolegów. Blondyn rzucił tylko przyjaciółce:
-Ty biegnij do szpitala po Sakurę, a ja tymczasem powiem reszcie.
-Ok!- krzyknęła już Hinata, bo Uzumaki znikł z jej pola widzenia.
Huuga wpadła do budynku krzycząc imię swojej przyjaciółki. Na pierwszym piętrze nie było różowowłosej. Zdyszana Hinata wpadła na schody prowadzące na drugie piętro. Po chwili była już na górze.
-Sakura! Gdzie jesteś?- nawoływała przyjaciółkę białooka.
-Hinata? Tutaj jestem! Kończę uleczać ostatnia osobę!
Huuga biegła przez korytarz. Dopiero na jego końcu zobaczyła Haruno. Sakura stała nad łóżkiem chorego trzymając nad nim dłonie i uśmiechając się. Spojrzała w stronę granatowowłosej. Hinata ledwo zatrzymała się przed jej twarzą.
-Co się stało?- zapytała różowowłosa pomagając wstać uleczonemu człowiekowi z łóżka. Ranny w podskokach wybiegł ze szpitala, dziękując Sakurze. Hinata patrzyła na ten widok osłupiała. „Naprawdę umie pomagać ludziom i lubi to robić”. – z zamyślenia wyrwała ją Haruno:
-Po co tak biegłaś? Coś się stało?
-Poszłam z Naruto na spacer po wiosce . Zauważyliśmy 4 mężczyzn w cieniu jednego z domów. To byli członkowie Akatsuki. Pobiegliśmy do senseiów powiedzieliśmy im o wszystkim. Ustalili oni, że to my pierwsi zaatakujemy. Teraz Kakashi i Gai planują całą walkę, a Kurenai i Gai poszli powiadomić o wszystkim Kazekage. Naruto pobiegł powiedzieć reszcie. Wszyscy mamy się stawić z zebraną ze sobą bronią przed szpitalem jak najszybciej.-powiedziała niemal jednym tchem Hinata.
Sakura poczuła dreszcze, które przebiegły po całym jej ciele. Strach ogarnął różowowłosą dziewczynę. Stała jak zamurowana, wpatrzona w twarz swojej przyjaciółki. Pogrążona była w myślach. Wszystkie wydarzenia ostatniej nocy zaczęły się układać w sensowną historię. „ To o to chodziło Sasuke. On wiedział, że Itachi tu będzie. Ale skąd? To nie ważne w tej chwili. Co mam robić? Bronić się? Czy uciekać? A może powiedzieć o tym Kakashiemu? Nie! Będę się bronić! Nie mam innego wyjścia. Sensei i tak ma wiele spraw na głowie. A może moje przypuszczenia nie są zgodne z prawdą? Jednak muszę przygotować się do walki.”- zakończyła swoje rozmyślania Sakura. Spojrzała na Hinatę, która wpatrywał się w nią niecierpliwie, czekając na jaką kol wiek reakcję ze strony Haruno.
- Zamyśliłam się. Ja przy sobie mam tylko kilka shurikenów ,a ty ?
-Ja też, ale to nie wystarczy na walkę z Akatsuki.
-Tak wiem. To będzie ciężka walka. Jednak teraz nie czas na gadanie. Musimy biec stawić się w wyznaczone miejsce.
Dziewczyny jak kamienie wystrzelone z procy wypadły z budynku.
***
Blondyn bardzo szybko dotarł do grupki swoich kolegów. Gdy Kiba zauważył, że Naruto zbliżał się w ich stronę pomachał mu przyjacielsko ręką i krzyknął :
- Hej Naruto! Gdzie się tyle podziewałeś ?
Uzumaki dołączył do kolegów. Opowiedział im o tym co się stało. Wszyscy chłopcy podzielili jego zapał do walki. Koledzy blondyna rozbiegli się w różnych kierunkach. Każdy z nich przekazywał przebieg wydarzeń kolejnym osobom. Przed szpitalem zaczęło się zbierać coraz więcej ninja…
***
Przed Gaiem i Kakashim leżała kartka papieru ze starannie narysowanym planem. Obaj mężczyźni byli bardzo skupieni. Analizowali każdą możliwość ataku przeciwnika. Chcieli zadbać, aby żadnemu z ich uczniów nic się nie stało. Kakashi podniósł się z ziemi. Spojrzał jeszcze raz na plan.
-Dobra robota.- stwierdził.
-Tak.-przyznał mu racje Gai: -Chodźmy teraz przedstawić nasz plan.
***
Sakura i Hinata siedziały przed budynkiem. Zbierało się tam coraz więcej osób. Wszyscy byli zdeterminowani i przygotowani do walki. Różowowłosa patrzyła się na twarze swoich kolegów i koleżanek, wiedziała, że ona też musi być odważna. Spojrzała na Huugę. Zauważyła, że przyjaciółka czymś się nie pokoi. „ Chyba domyśliła się, że Akatsuki są tu po mnie. Jeżeli nawet nie, muszę jej powiedzieć o swoich przypuszczeniach."
-Oni nie przyszli tu, aby sprawdzić czy wszystko spłonęło. Oni przyszli tu po mnie.
Hinatę aż zatkało z wrażenia.
-Jak to? – wydukała po chwili Huuga.
„A jednak nie domyśliła się. Musi być przerażona tą nadchodzącą walką”- pomyślała Sakura.
Postanowiła odpowiedzieć na pytanie przyjaciółki:
-Pamiętasz wiadomość od Sasuke?
-Tak.. –odpowiedział niepewnie białooka próbując przypomnieć sobie treść wiadomości.
- Jego brat to Itachi, należy do Akatsuki.
„Cholera!”- przeklęła w myślach Hinata.
-Musimy koniecznie powiedzieć o tym senseiom! -powiedziała po chwili.
-Hinata! A jeśli moje przypuszczenia nie są słuszne? Może Sasuke mnie okłamał? A może to w ogóle nie on? – próbowała ją uspokoić zielonooka.
Granatowowłosa uspokoiła się . Zrozumiała ,że ona ma racje. Jednak bała się o różowowłosą.
Naruto widząc, że jego przyjaciółki siedzą na schodach przed szpitalem i wyglądają na zmartwione, postanowił podejść i zapytać co się stało. Idącego w ich stronę blondyna zauważyła Sakura. Szepnęła
Hinacie na ucho:
-Nic mu nie mów! Będzie się martwił i wzniesie panikę.
Huuga wiedziała o co chodzi różowowłosej. Znała Naruto nie od dziś i jego temperament też.
-Cześć Hinata, Sakura! Co siedzicie takie zmartwione? Przecież nareszcie coś się dzieje! Będzie prawdziwa walka!- zapytał podniecony Uzumaki.
Haruno widząc, że białooka nie wie co powiedzieć, sama postanowiła odpowiedzieć na pytanie blondyna:
-Będzie ciężko. Każdy rozsądny ninja wie, że Akatsuki to silny wróg.
-Może masz racje, ale ja i tak cieszę się, że skopie im tyłki.
W tym momencie do grupy zebranej pod szpitalem, podszedł Kakashi razem z Gaiem.
- Podejdźcie tu!- zwrócił Siudo nich sensei z maską na twarzy.
Shinobi podeszli w wskazane miejsce. Gai trzymała w górze kartkę papieru, a siwowłosy zaczął tłumaczyć uczniom plan. Po skończeniu objaśnień zapytał:
-Jakieś pytania?
-Kiedy zaczynamy? –krzyknął Uzumaki.
Kakashi spojrzał w stronę siedziby Kazekage. Widząc, że w ich stronę biegnie grupa ludzi, na których czele jest Kurenai i Asuma, powiedział:
-Już….
***
Kurenai i Asuma rozdawali broń. Pozostali dwaj senseiowie przekazywali plan ninja z Suny. Wszystko było gotowe do walki. Naruto i Hinata zaprowadzili wojowników do miejsca , w którym widzieli 4 mężczyzn. Asuma i Kurenai spojrzeli na kartkę z planem i już wiedzieli co robić. Wszyscy niepostrzeżenie zajęli swoje pozycje. Członkowie Akatsuki nie spodziewali się ataku. Rozmawiali w najlepsze . Z dialogu wynikało, że w ostatnim czasie podpalili kilka wiosek. Temat na jakąś dziewczynę. Nagle usłyszeli świst przecinanego powietrza. W ich stronę leciało kilkanaście shurikenów. Mężczyźni z łatwością je ominęli .
***
Kakashi, Naruto i Sakura wraz z Gaarą, Kankuro i Temari czekali na odpowiedni moment ukrywając się.
-Sensei znasz tych ludzi?- zapytała Sakura.
-Yhym.- odparł Kakashi . - Ci shinobi należą do jednej z najgroźniejszych organizacji jakie powstały dotychczas. Ten pierwszy blondyn, który ma związane włosy w kucyk, to Deidara Obok mężczyzna o czarnych długich włosach to Itachi- brat Sasuke.
„A więc tak wygląda brat Sasuke Podobni są do siebie. ”- pomyślała różowowłosa przyglądając się czarnowłosemu.
Kontynuował :
-Czerwone włosy i jasna cera to cechy charakterystyczne mężczyzny stojącego obok Itachiego, nazywa się Sasori. Ostatni, podobny do rekina to Kisame.- skończył przedstawiać wrogów, po czym zwrócił się do Gaary:
-Wasza trójka najpierw zaatakuje, a my później do was dołączymy.
Widać, że ninja Suny znajdujący się na budynki zapamiętali plan, już po chwili kunaie i shurikeny przestały z góry atakować wroga. Z ukrycia wyszły wszystkie drużyny, ochotnicy z wioski piasku zeskoczyli z budynku i dołączyli do nich. Zaczęła się prawdziwa walka.
***
Deidara był niewiarygodnie silnym przeciwnikiem. Gaara i jego drużyna przekonali się o tym już po chwili. Piasek czerwonowłosego chłopaka , potężny podmuch wiatru z wachlarza Temari, również ataki Kankuro nie robiły wrażenia na Deidarze. Mężczyzna stał uśmiechając się szyderczo i broniąc się bez żadnego wysiłku. Odpierał wszystkie ataki, jednak sam nie atakował. Czekał na odpowiedni moment.
Kakashi obserwował zmagania drużyny Gaary. Sakura i Naruto ze zdumieniem przyglądali się jak silny jest ich wróg.
-Na mój znak wkraczamy do walki!- powiedział do swoich podopiecznych siwowłosy. Na usłyszane słowo „teraz” Naruto i Sakura razem z Kakashim, wybiegli z ukrycia i dołączyli do Gaary, Temari i Kankuro.
Dopiero teraz na twarzy Deidary pojawiło się zaskoczenie. Szepnął tylko do siebie:
-Na to czekałem..
Zwrócił dłonie w stronę swoich przeciwników.
- Tym masz zamiar nas pokonać? Gołymi rękami? – krzyknął ze śmiechem Naruto.
-Nie lekceważ nigdy wroga!- skarcił go Kakashi.
-Słuchaj swojego senseia mały!- zaśmiał się Deidara.
Sakura z uwagą przyglądała się dwóm rękom skierowanym w ich stronę. Zobaczyła usta znajdujące się na dłoniach wroga.
-Naruto!? On ma cos na rękach!- krzyknęła do blondyna.
W tym momencie usta na dłoniach Deidary uśmiechnęły się i zaczęła z nich płynąć glina.
Substancja formowała się w dwie nogi z pazurami, później w tułów, a następnie w głowę, skrzydła i ogon.
- Co to jest???- zapytał zdziwiony Naruto.
-To jego atak. Potrafi formować ptaki z gliny. Mówiłem nie lekceważ go. – powtórzył Kakashi.
Biały ptak stał przed Deidarą machając skrzydłami.
-Zaczynamy!- powiedział mężczyzna.
***
Ino, Shikamaru i Choji tez mieli groźnego przeciwnika. Brat Sasuke z pomocą sharingana mógł przewidzieć każdy ich ruch, dlatego ominął atak zwiniętego w kulę Chojiego. Oddalił się tez na taką odległość, że jutsu przejęcia cienia nie było w stanie go dosięgnąć. Ino używając swojego najlepszego jutsu, tak jak Shikamaru i Choji., ale nie poddawała się. Asuma już po chwili zauważył, że nie łatwo będzie pokonać Itachiego.
Wokół unosiły się tumany piasku. Nieubłagalnie wpadały do oczy i ust, utrudniając walkę.
Odczuli to na swojej skórze Gai, Rock Lee, Ten Ten i Neji. Także ich przeciwnik, którym był Sasori , odczuł na sobie niekomfortowe warunki walki. Jego lalki były niewidoczne w tym piasku, dając mu przewagę. Jako lalkarz potrafił w każdych warunkach opanować swoje kukiełki. Rock Lee, Ten Ten i Neji starali się uniknąć lalek wroga i jednocześnie, żeby ich ataki były skuteczne. Kurenai i jej drużyna stali naprzeciwko mężczyzny, który przypominał rekina. Kisame pół człowiek- pół ryba, walczył za pomocą miecza stworzonego z rekinich łusek. Hinata przerażona patrzyła na tego człowieka, który dla niej był potworem. Starała się walczyć używając biakugana tak, aby uniknąć ostrza miecza Kisame. Kiba ze swoim psem Akamaru i Shino walczyli ramię w ramię z białooką starając się, aby jak najszybciej pokonać przeciwnika. Im, a także innym drużynom pomagali ninja z Suny dzięki, którym walka stawała się łatwiejsza. Szanse były prawie wyrównane.
„Ciekawe co u Sakury i Naruto?” pomyślał Hinata atakując przeciwnika.
Tym dwojgu nie łatwo było unosić głowę do góry, żeby dostrzec skąd atakuje Deidara, który lecąc na ptaku rzucał w nich kunaie.
-Mam tego dość!- krzyknął Naruto. – Cieniste klon jutsu!
Już po chwili przed Deidarą pojawiło się kilkunastu jednakowych Uzumakich. Zaskoczony mężczyzna nie wiedział co się dzieje. Tymczasem jeden z klonów Naruto zepchnął go z ptaka. Deidara spadł pomiędzy tumany piasku. Kilkunastu blondynów skoczyło za nim.
Różowowłosa patrzyła się za Naruto , który przed chwilą zniknął jej z oczu. Rozglądała się w około próbując co kol wiek zobaczyć. Poczuła mocne uderzenie w kark , a za chwilę ból. Bezwładnie upadła na ziemię.
***
Itachi zastosował to samo jutsu co Naruto. Kiedy jego klony walczyły z Asumą, Shikamaru, Ino i Chojim, on starał się odnaleźć wśród piasku różowowłosą dziewczynę. Doskonale pamiętał rozkaz Peina: „ Masz odnaleźć Sakurę i przyprowadzić ją tu. Bez niej nie wracaj. Wiesz, że jest dla nas zagrożeniem.”. Gdy dostał to polecenie postanowił uprzedzić Sasuke o niebezpieczeństwie grożącym jego przyjaciółce. „Chyba mojemu bratu nie zależy na tej dziewczynie skoro pozwolił jej tu przyjść.”- pomyślał Itachi. Chciał kolejny raz udowodnić Sasuke, że jest od niego słabszy. Wiedział, że jego brat pomimo listu nie mógł nic zrobić poza ostrzeżeniem. Mógł przecież w każdej chwili dopaść Sakurę.
Czarnowłosy już po chwili zobaczył swój cel. Różowowłosa stała wpatrując się w niebo. Itachi zamachnął się i uderzył dziewczynę w kark. Sakura bezwładnie upadła na ziemię. Mężczyzna rozejrzał się czy nikt go nie widzi i zarzucił ją na ramię. Krzyknął w stronę swoich towarzyszy:
-Idziemy!
Na to słowo Deidara, Kisame i Sasori wycofali się z walki. Pobiegli za Itachim pozostawiając ninja z Konohy pośród piasku...
Dodała Karola
komentarze [14]Rozdział 12 >> niedziela, 31 sierpnia 2008 13:41:29
Po spakowaniu wszystkich rzeczy i złożeniu namiotu, dziewczyny poszły na śniadanie. Sakura była bardzo zmęczona. Prawie całą noc nie spała. Najpierw ta wiadomość od Sasuke, potem ta ukryta moc, bolesny uścisk Naruto, rozmowa z Kakashim. Sakura miała sporo wrażeń jak na jedną noc. Przyniosło jej to jedynie wiele niepewności. Różowowłosą czuła się jak „ między młotem, a kowadłem ”. Miłość zmienia człowieka. Nie zawsze na lepsze. To jednak właśnie dzięki niej ta piętnastoletnia dziewczyna odnalazła w sobie moc otrzymaną od matki. Idąc na śniadanie nie czuła głodu tylko ciągłe głośne bicie serca. To reakcja na przypomniane przez Kakashiego wspomnienie jej mamy. Sakura nie mogła uwierzyć, że to co usłyszała jest prawdą. Z drugiej strony wiedziała jednak, że Sasuke jej nie kocha.
Hinata miała też mieszane myśli. Była coraz bardziej pewna, że Sasuke czuje coś do Sakury. „ Przecież inaczej moc by się nie uaktywniła ” – myślała białooka potwierdzając swoją poprzednia teorię.
***
Przy ognisku stał nachylony Gai. Na patelni smażyły się ryby. Było ich kilka, a patelnia na której się smażyły była ogromna. Zapach smażonych ryb przyciągnął wiele głodnych ninja. Wśród nich był Kakashi który podszedł do Gaia, obserwując jego każdy ruch. Ten jednak to zauważył.
- Co Kakashi??? Chociaż w jednej rzeczy jestem lepszy od ciebie: w gotowaniu!!!
- Jesteś pewien???
- Oczywiście. Pamiętam, że zawsze miałeś dwie lewe ręce . Czasem myślałem, że potrafisz przypalić nawet wodę. – roześmiał się Gai.
- Rzeczywiście kiedyś tak było, ale przez tyle lat trochę się nauczyłem.
- No to pokaż co potrafisz!!! - powiedział wyzywająco Gai.
- Siwowłosy podszedł do patelni. Chciał udowodnić swojemu odwiecznemu rywalowi, że nie ma rzeczy której nie potrafi zrobić. Mocno wiec chwycił rączkę od patelni i podrzucił wszystkie ryby do góry.
- Co??? Za chwile nie będziemy mieli co jeść!!! – zdążył krzyknąć drugi sensei nim wszystkie ryby przekręcone na drugą stronę wylądowały na patelni.
Zdziwiony Gai nie mógł się powstrzymać od otworzenia szeroko ust. Okazało się, że wszyscy znajdujący się na polanie widzieli popis Kakashiego. Nie tylko uczniowie, ale Kurenai i Asuma widzieli wszystko i byli zachwyceni. Po chwili rozległy się oklaski dla sensei drużyny 7. Kilka minut później wszyscy jedli świeżą smażoną rybę.
- Przed nami jeszcze długa droga do Suny. – zachęcał ich do jedzenia Asuma.
Jedzenie z talerzy znikało bardzo szybko. Już po chwili mogli ruszać w drogę. Najpierw musieli przedrzeć się przez las. Przyjaciółki jak zawsze pokonywały kolejne odcinki trasy wspólnie. Sakura zauważyła, że Hinata nie ma plecaka. „ Mój plan się udał ” – pomyślała różowowłosą. Jednak nie chciała okazać swojego zadowolenia przed białooka, wiec zapytała:
- Gdzie twój plecak???
- Może uznasz, że to dziwne, ale Naruto zaproponował, że go poniesie.
Sakura uśmiechnęła się.
- Nasz lisek nauczył się chyba kultury.
- No, chyba tak. – powiedziała cicho Huuga, a na jej twarzy pojawił się rumieniec.
Z tyłu znowu wlokła się grupka chłopaków. Neji widząc, że Naruto ma dwa plecaki zaczął mu dogryzać:
- Co to??? Dwa plecaki??? Czyżby nasz dżentelmen znów niósł plecak Hinaty???
- Chyba nasz Naruto się zakochał… Wszędzie razem… Zaczął zapominać o swoich kumplach… - dodał Rock Lee.
- Hinata jest moją przyjaciółką i jest równie ważna jak wy!!! Tylko, że ona jest dziewczyną i jest mniej wytrzymała i bardziej delikatna!!!
Po tych słowach nikt już nie miał odwagi zaczynać tego tematu. Zaś Naruto zastanawiał się czy to co powiedział jest rzeczywiście prawdą…
Drzewa stawały się coraz rzadsze i z każdą chwilą było ich mniej. W końcu zastąpiły je kępki zżółkłej trawy, a wkrótce dookoła był tylko piasek.
- Ale upał!!! – narzekała Sakura ścierając pot z czoła.
- Rzeczywiście, nie chciałabym tu mieszkać. - stwierdziła Hinata
Po chwili ich oczom ukazała się ogromna brama, przy której stało dwóch strażników. Kurenai, Gai, Asuma i Kakashi podeszli do nich. Strażnicy po zobaczeniu opasek wpuścili ich do środka. Wrota wolno się otwierały ukazując tragedię jaka spotkała tę wioskę.
Widok ten zaparł dech w piersiach. Ogień nie oszczędził niczego. Niegdyś małe, przytulne mieszkania teraz stały się ruinami. Ranni ludzie szukali pomocy. Mniej poszkodowani mieszkańcy wioski pomagali sobie nawzajem. Kilku medyków stało pochylonych nad cierpiącymi. Bieda bardzo dotknęła mieszkańców tej wioski.
- Nadeszła pomoc!!! - krzyknął jeden ninja widząc przybyszów.
Oczy wszystkich ludzi będących w pobliżu zwróciły się w ich stronę. Pełne były nadziei i radości z powodu nadchodzącej pomocy.
Do przybyszów z Konohy podszedł chłopak o ognisto czerwonych włosach z dwojgiem przyjaciół. Gaara zwrócił się do Kakashiego:
- Tam są ranni. – wskazał palcem na jeden z budynków. – Chodźcie za nami.
Temari, Gaara i Kankuro ruszyli przodem. Wszyscy przybyli ruszyli za nimi. Sakura i Hinata były przerażone widokiem spalonej wioski.
- Ten, kto to zrobił nie ma skrupułów. – powiedziała białooka.
- Tak, mam nadzieje, że naszej wioski nic takiego nie spotka… - dodała różowowłosą.
Weszli do budynku, w którym stały obok siebie równo ustawione łóżka. Było ich mnóstwo. Na każdym leżał ranny. Najwięcej było ludzi poparzonych i z różnymi rodzajami ran cielesnych. Do przerażonej nieszczęściem jakie spotkało mieszkańców tej wioski, Sakury podszedł Kakashi.
- Teraz możesz wykorzystać swój dar i przy okazji pomóc tym ludziom.
- Ale ja nie potrafię…
- Potrafisz… Tylko musisz trochę nabrać wprawy. Pokaże ci jak się to robi.
Podeszli do jednego z łóżek, na którym leżała kobieta. Miała pokaleczone obie ręce.
- Co pani się stało???
- Okno w moim domu pod wpływem ognia wybuchło i kawałki szkła poraniły mi ręce. – kobieta zasyczała z bólu na przypomniany przez siebie wypadek.
Widać było, że cierpi. Po chwili kontynuowała:
- Lekarze usunęli ich odłamki, ale rany potrzebują więcej czasu, aby zagoić. – dokończyła swoją historię ranna.
- Ta dziewczyna pani pomoże. – wtrącił Kakashi.
- Ale jak??? – zapytała cierpiąca kobieta.
Jednak nie usłyszała odpowiedzi. Kakashi stał już obok Sakury trzymając ja za nadgarstek.
- Skup chakrę w ręce. Przesuwaj ja teraz wolno wzdłuż ran kilka razy. – tłumaczył Kakashi.
Sakura patrzyła zdziwiona, że z każdym ruchem dłoni rany stają się coraz mniejsze. W końcu nie było ani śladu po skaleczeniach. Gdy różowowłosa uleczyła jedną ręką, postanowiła to samo zrobić z drugą. Kakashi nie musiał powtarzać dziewczynie co ma robić. „ Jest taka podobna do swojej matki ” – myślał Kakashi widząc radość na twarzy Sakury.
- Dziękuję Ci. Jesteś wyjątkową osobą. Pomożesz nam wszystkim!!! – dziękowała za pomoc uleczona.
Już po chwili cały szpital wiedział, że jest tu dziewczyna która potrafi uleczać i wszystkim pomoże.
Zamiast smutku i bólu na twarzach rannych ludzi pojawiła się nadzija.
- Jesteś dla nich jak zbawienie. – szepnęła jej na ucho Hinata.
Sakura tylko się uśmiechnęła. Cieszyła się, że może pomóc ludziom poszkodowanym przez pożar.
Cała grupa kolegów Naruto przyglądała się Sakurze z podziwem. Tylko Ino była wściekła. „ Jak to możliwe??? Wielkoczoła ma jakieś zdolności??? A ja nie mam żadnych??? Na pewno jest coś co potrafię lepiej niż ona…” – myślała blondynka. Była przyjaciółka różowowłosej była zazdrosna o jej umiejętności, a koledzy wręcz przeciwnie.
- Wiedziałeś, że ma takie zdolności??? – zapytał blondyna Shikamaru.
- Tak. Wiedziałem. Pierwszy raz zrobiła to w lesie.
Rock Lee, Choji, Shikamaru i Neji stali i przyglądali się z otwartymi ustami Sakurze, która uleczała kolejnych rannych. Tymczasem Hinata dyskretnie podeszła do Naruto i szepnęła mu na ucho:
- Wyjdźmy na zewnątrz. Musimy pogadać.
Blondyn bez oporów wyszedł z budynku.
- O co chodzi???
- Chciałam ci opowiedzieć czego Sakura dowiedziała się od Kakashiego.
- No nareszcie!!! Myślałem, że nigdy się nie dowiem. To może się przejdziemy???
- Ok.
Szli ulicą spalonej wioski. Najpierw w ciszy. Hinata nie wiedziała jak ma zacząć. „ Trudno jest rozmawiać z człowiekiem, którego się kocha ”. Spojrzała na blondyna. „ Łatwiej gadało by mi się z Nejim, albo Shikamaru ”. W końcu postanowiła zacząć rozmowę:
- Okazało się, że zdolności odziedziczyła po swojej mamie. Oddała jej część swojej mocy przy narodzinach Sakury.
- To już wiem skąd się wzięło to uleczanie. – uśmiechnął się do Hinaty, Naruto. – Ale dlaczego to wcześniej się nie pojawiło???
- Sensei mówił, że moc uaktywnia się , bo Sakura stała się dojrzała emocjonalnie. Podobno jej mama mówiła, że zdolności ukazują się, gdy zazna się prawdziwej miłości.
- Ale…w takim razie Sasuke…- zaczął Naruto, ale Hinata mu przerwała.
- Tak wiem, ale Sakura nie chce o tym nawet myśleć. Proszę cię nie wspominaj przy niej nigdy o tym.
- Dobrze. A co jeszcze mówił Kakashi???
- Że moc, która ma Sakura jest potężniejsza od mocy samej Hokage. Okazało się też, że jej mama miała brata i że sensei był przyjacielem jej rodziców, ale…
Hinata przez chwile nie mogła uwierzyć w to co zobaczyła. Przetarła oczy. Zza jednego z domów widać było cztery nieznajome sylwetki.
- Naruto… - szepnęła do blondyna. – Tam po lewej stronie za białym domem ktoś się ukrywa…
Naruto wolno obejrzał się w tamtą stronę. Dla niego wszystko było jasne. Wiedział kim są nieznajomi.
Szepnął tylko do Hinaty:
- Akatsuki…
Dodała Borsuczek
komentarze [15]Rozdział 11 >> sobota, 9 sierpnia 2008 13:54:15
Chciałam napisac że bohaterzy maja po 15 lat, a Kakashi ma 35 lat.
Polany oświetlały poranne promienie słoneczne. Jasny blask wpadał do namiotów, budząc jeszcze śpiących ninja. Nawet Choji jeden z największych śpiochów nie dał rady spać w takich warunkach.
„ Ach to okropne słońce !!! Po co ono w ogóle świeci ?! ”– narzekał ,wychodząc z namiotu otyły chłopak. Zobaczył, że prawie wszyscy już się obudzili i stoją przy spalonych drewnach – pozostałościach z wczorajszego ogniska. Podszedł do grupki chłopaków.
- Po co wszyscy tak rano wstali ?? I kiedy będzie śniadanie ?? – zapytał Choji.
- Ten jeszcze o jedzeniu śni… - burknął Shikamaru.
- Taaa… Nic więcej mu się nie marzy. – dodał Rock Lee.
Rozmowę przerwał głośny krzyk: KAKASHI SENSEI !!!!
Wszyscy spojrzeli skąd dochodził głos. Zdziwieni stwierdzili, że Naruto biegnie w ich stronę ciągnąc za sobą Sakurę. Po chwili zauważyli, że za różowowłosą i blondynem biegnie Hinata.
- Naruto zwolnij !!! Zaczekajcie na mnie !!! – krzyczała białooka, ale Uzumaki w ogóle jej nie słyszał. Był bardzo podniecony, a jednocześnie zdziwiony. „ Mam przyjaciółkę, która potrafi uleczać rany !!! Wszystkim szczęki opadną z wrażenia !!! Ciekawe czy Kakashi sensei o tym wie ??!! Na pewno nie !!! ” – myślał Naruto
Koledzy blondyna nie wiedzieli co się dzieje.
- Dlaczego Naruto tak wcześnie wstał ??? – zapytał Neji.
- Nie wiem… - odparł Shikamaru. – Myślałem, że nic nie jest w stanie obudzić naszego Lisa, nawet tak uparte słońce jak dziś !!! „ To musiało być coś ważnego ” – mruknął cicho do siebie.
Do Sakury nie docierała zaszła sytuacja. „ Co się ze mną dzieje ??? Przecież Hinata nie ma CZEGOŚ TAKIEGO. Przynajmniej nic mi o tym nie mówiła” – myślała przerażona różowowłosą. Nie zwracała uwagi na Naruto, który nieubłagalnie ciągnął ja za rękę.
Kakashi słysząc swoje imię wyszedł z namiotu ziewając. Po mimo, że już dawno się obudził chciał choć przez chwile odpocząć i oderwać się od rzeczywistości. Wiedział, że gdy wyjdzie z namiotu czeka na niego mnóstwo obowiązków.
To co zobaczył zdziwiło go. Od strony lasu biegł jego stronę ciągnąc Sakura za sobą, Naruto.
- SENSEI !!! Muszę koniecznie ci coś powiedzieć !!!
- Naruto !!! Dlaczego krzyczysz i ciągniesz tak mocno Sakurę ???
Zdyszana Sakura była w końcu wolna. Zaczęła rozmasowywać obolała rękę. Naruto nie zwracał uwagi na oskarżenia Kakashiego. Przecież musiał mu powiedzieć o przed chwilą odkrytych zdolnościach swojej przyjaciółki.
- Wiedziałeś, że Sakura ma ukryte zdolności ??? Ona potrafi uleczać rany !!!
„ To już ? Jak to możliwe ? Jest aż tak dojrzała emocjonalnie, żeby panować nad ta mocą ??? Muszę powiedzieć jej prawdę. ” – myślał Kakashi ignorując stojącego przed nic Naruto.
- Ziemia do Sensei !!! Słyszysz co powiedziałem ??? – zapytał zdenerwowany Naruto.
- Yyy ??? Tak. Zamyśliłem się – po chwili dodał. – Wiedziałem o zdolnościach Sakury.
Teraz różowowłosą postanowiła włączyć się do rozmowy.
- Jak to wiedziałeś ??? I nic nie powiedziałeś ??? – zapytała rozgoryczona Sakura. Nie mogła uwierzyć, że jej Sensei ją okłamywał.
- To bardzo bolesna sprawa i dość odległa czasowo… - odparł ze smutkiem Kakashi.
- Jak to ??? – zdziwiła się dziewczyna.
- Naruto mógłbyś zostawić nas samych ???
- Ale…
- Naruto proszę… - zwróciła się do niego Sakura.
- No dobrze, ale później mi wszystko opowiesz ???
- Obiecuje, a teraz już idź !!! – poganiała go różowowłosą. Była ciekawa co Kakashi ma jej do powiedzenia.
Gdy sylwetka Naruto zniknęła z pola widzenia siwowłosy zaczął rozmowę:
- Może to być dla ciebie ważna sprawa. Usiądźmy. Wszystko ci wyjaśnię.
Po chwili:
- To było jakieś 15 lat temu. Może nie wiesz ale byłem przy twoich narodzinach.
Nastała chwila ciszy. Słowa Kakashiego wolno docierały do Sakury. Po chwili Sensei kontynuował opowieść:
- Byłem bliskim przyjacielem twoich rodziców. Odwiedzałem ich często. Byliśmy jak rodzina. Nie mieliśmy przed sobą żadnych tajemnic.
Sakura miała wrażenia, że Kakashiemu z trudem przychodzi wspominanie, bo znów zrobił krótka przerwę.
„ Ciekawe dlaczego z takim smutkiem mu to przychodzi ??? Powinien cieszyć się wspomnieniami jak ja. Kiedy sobie przypomnę mamę i tatę robi mi się cieplej na sercu pomimo tego, że oboje już odeszli.”
Rozmyślanie przerwał jej rozpoczynający dalszą część historii Sensei:
- Twoja matka była niezwykłą osobą. Posiadała nadprzyrodzoną moc. Potrafiła uleczać razy, ale nie tylko. Miała też władze nad jednym żywiołem. Bardzo potężnym żywiołem. Potrafiła panować nad wodą. Gdy przyszłaś na świat twoja matka oddała ci część swojej mocy. Ta cząstka mocy twojej maki, która jest w tobie jest tak ogromna, że przeważa swoja potęga moc samej Hokage.
- Przecież to… - wydukała Sakura
- Nierealne ??? – dokończył Kakashi. – A jednak…
- A co z umiejętnościami panowania nad wodą ???
- Oddała ją swojemu bratu.
- Bratu ??? To moja mam ma brata ??? Nie mówiła mi o tym… Dlaczego go nie poznałam ???
- Bo zginął zanim się urodziłaś…
- Rozumiem, ale nie widziałam go też na zdjęciach.
- Bo twoja matka bardzo przeżyła jego stratę i w chwili słabości zniszczyła wszystkie zdjęcia. Później tego żałowała.
- Skąd ty to wszystko wiesz ???
- Mówiłem, że byłem bliskim przyjacielem.
- A czemu ja cię nie pamiętam ??? Ani nie przypominam sobie, żebyś nas odwiedzał ???
- Po twoich narodzinach między twoimi rodzicami, a mną doszło do konfliktu. To nieporozumienie zniszczyła naszą długą przyjaźń.
- A o co się pokłóciliście ???
- To bardzo bolesny temat. Nie chciałbym tego wspominać.
- Rozumiem. Mam jednak do ciebie żal, że nie powiedziałeś mi o tej mocy wcześniej…
- Nie wiedziałem kiedy się uaktywni. Twoja matka mawiała: Jak pozna prawdziwą miłość to zdolności się uaktywnią.
Sakura znów poczuła ukłucie z sercu. „ Jaka miłość ??? Moja mama wierzyła w miłość ??? Jeśli ona jest to przecież wtedy dwie osoby się kochają. Przecież Sasuke mnie nie… Nie to niemożliwe. Nie mogę dopuścić do siebie takiej myśli. On mnie nienawidzi, a ja musze przestać go kochać…”
- Sakura coś się stało ??? – spytał Kakashi. Zauważył nagły smutek na twarzy dziewczyny.
- Nie, nic. Po prostu trochę to skomplikowane.
- Rozumiem. Musisz to wszystko przemyśleć.
- To ja pójdę. Dziękuje za wszystko. – odparła dziewczyna.
Oniemiała ruszyła w stronę namiotu. Po drodze natknęła się na Naruto.
- I co powiedział ??? – zapytał zaciekawiony blondyn.
- Różowowłosą zignorowała jego pytanie, a raczej nawet nie zauważyła swojego przyjaciela. Poruszała się jak we śnie pomiędzy namiotami.
„ Co jej jest ??? Obraziła się na mnie ??? Przeszła obok jakby mnie nie zauważyła. Ciekawe co Sensei jej powiedział ??? ” – zastanawiał się Naruto patrząc na odchodząca Sakurę.
Myśli krążyły po głowie różowowłosej. Wszystkie dotyczyły rozmowy z Kakashi. Tyle informacji, jakieś dziwne wskazówki, tajemnice, sekrety. Sakurze trudno było odnaleźć się w tym wszystkim. W zamyśleniu o mało co nie potknęła się o kamień. W takim stanie weszła do namiotu. Tam czekała na nią już Hinata. Widząc przyjaciółkę podniosła się z poduszki.
- Naruto powiedział, że rozmawiałaś z Kakashim. Co ci powiedział ???
- Powiedział, że dostałam te umiejętności od mamy. Oddała mi część swojej mocy przy narodzinach.
Podobno ta mała cząstka mocy jest silniejsza od mocy, która posiada sama Hokage.
- A skąd on o tym wszystkim wie ???
- Okazało się, że był przyjacielem moich rodziców, później zaś się pokłócili. To dlatego nic o ty nie wiedziałam.
- To trochę dziwne. Tyle tajemnic…
- Tak, wiem. Okazało się też że mama miała brata, ale zginał przed moimi narodzinami. I jeszcze powiedział… A z resztą nieważne…
- Co jeszcze powiedział ???
- Naprawdę nic ważnego…
- No powiedz !!! – nalegała Hinata.
- Powiedział, że aby moc się uaktywniła trzeba być bardzo dojrzałym emocjonalnie, a moja mama zaś mówiła, że trzeba zaznać miłości, aby ja uaktywnić.
- To by oznaczało, że Sasuke…
- Nie !!! Nawet tego nie sugeruj !!!
- Ale jest taka możliwość sama powiedziałaś… - upierała się Hinata.
- Nie !!! Jeśli nawet jest to nie dopuszczam do siebie takiej myśli. I proszę więcej nie wracajmy do tego tematu.
- Dobrze. A masz zamiar powiedzieć Naruto o tym wszystkim ???
- Ty mu powiesz. Dla mnie to drażliwa sprawa. – zdecydowała Sakura.
- Zgoda. Jak nadarzy się okazja to mu wszystko wyjaśnię. - zgodziła się Huuga.
- Dzięki, a teraz zacznijmy się pakować, a potem szybko na śniadanie jeśli coś dla nas jeszcze zostało…
komentarze [17]Rozdział 10 >> piątek, 11 lipca 2008 19:18:33
Czarnooki chłopak biegł przez las nie oglądając się za siebie. Bał się, że ktoś może go zobaczyć. Pamiętał ten dzień, w którym dostał wiadomość od swojego brata.
***
Miał trening. Jak się okazało nic się on nie różnił od jego dawnych ćwiczeń z Kakashim. Nowa drużyna niczym nie przypominała starej. Należeli do niej ludzie jeszcze bardziej zimni i bezwzględni niż on . Gdy skończyli trening Sasuke znudzony wrócił do swojego pokoju. Usiadł na łóżku i wtedy do pokoju przez okno wpadła złożona kartka. Gdy rozwinął kartkę ogarnęło go ogromne zdziwienie. Czytał tekst bardzo wolno:
Kochany braciszku!!!
Nie myśl sobie, że u Orochimaru zdobędziesz tyle mocy i odwagi, że będziesz w stanie mnie pokonać. Nigdy ci się to nie uda i tak, któregoś pięknego dnia zginiesz z mojej ręki. Chciałem cię ostrzec, a raczej nie ciebie ale twoją byłą przyjaciółkę. Nie znam miejsca pobytu Sakury, więc postanowiłem powiadomić o swoich zamiarach ciebie, a ty zrobisz z tym co chcesz. Jak się okazało Sakura posiada ogromną moc. Otrzymała część umiejętności i mocy matki w czasie narodzin. Ma ona niezwykły dar uzdrawiania ludzi tzw. medyczną energię, która jest w stanie uleczyć najpoważniejsze rany. Występuje ona rzadko i używa się jej tak jak chakry. Jest ona zagrożeniem dla Akatsuki , więc muszę ją wyeliminować. Posiada ona nieuwolnioną moc, która jest większa od mocy Tsunade. Jej koniec jest bliski.
Itachi Uchiha
***
Biegnący Sasuke przypominał sobie chwile, gdy dostał list od Itachiego i nie mógł uwierzyć w swoją reakcję. Tuż po przeczytaniu kartki wybiegł z pokoju i nie wiele myśląc udał się przez las w stronę Konohy. Dzięki chakrze potrafił wykryć większe jej skupienie w ciele lisa o dziewięciu ogonach. Tam gdzie był Naruto na pewno była też Sakura. W ten sposób Sasuke dotarł do obozowiska jego dawnych przyjaciół. Nawołując Sakurę próbował skłonić dziewczynę do wyjścia na zewnątrz. Gdy to się udało skacząc z drzewa na drzewo posuwał się w głąb lasu udając echo. Nie pomylił się myśląc, że dziewczyna pójdzie za głosem. W tym czasie, gdy Sakura błądziła w lesie Sasuke wrócił na miejsce obozowiska i zostawił różowowłosej wiadomość.
***
W ciemnookim chłopaku, jakby coś pękło. Tama od lat kłębiąca jego uczucia zostaje zburzona a sam Sasuke nie wie co się z nim dzieje. Przed oczami widzi uśmiechniętą twarz małej różowowłosej dziewczynki, a na jego twarzy pojawia się uśmiech. „Boże co się ze mną dzieje. Czuje się dziwnie. Serce bije inaczej niż zwykle, a myśli wszystkie są o Sakurze czy ja oszalałem??? Za moment stanę się taki miękki jak Naruto!! Po co ja ją w ogóle ostrzegłem!! Przecież mi na niej nie zależy!! A tym bardziej czy będzie żyła czy nie!
***
Sakura biegła przez las… Nie wiedziała gdzie jest.. Poddała się intuicji.. Dokoła widać było tylko ciemność. Przedzierała się przez gałęzie , łamiąc je i zadając sobie przy tym ból. Mówiła jakby do siebie, albo w głąb lasu a jej słowa odbijały się jak echo: Nikt mnie nie rozumie.. Nawet Hinata! Może to ze mną jest coś nie tak? Miłość jest beznadziejna.. Jeżeli ona w ogóle istnieje, bo na razie nie poczułam tej niby „magii”. Ludzie mówią, że gdy się zakochasz życie staje się łatwiejsze i piękniejsze.. ,że wtedy problemy znikają i liczy się tylko osoba, którą kochasz…Nie prawda! Wtedy dopiero zapominasz o sobie!! Żyjesz życiem innej osoby uzależniając się od niej.. Od jej widoku.. dźwięku jej głosu.. dotyku.. Wtedy liczą się tylko chwile spędzone z tą osobą. Jeżeli ich nie ma to wtedy zaczyna się rozpacz, tęsknota i ból. Te uczucia są tak uciążliwe, że człowiek nie jest w stanie znosić sam siebie, swoich uczuć i myśli. To tak jakby zamykał się w otchłani. Sama teraz wiem jak jest posiadać nieodwzajemnione uczucie….Nikomu nie życzę takiego bólu jaki przynosi ze sobą nadzieja, która się zjawia zaraz po tym jak nadchodzi chwila, gdy człowiek postanawia zniszczyć swoje uczucie.. Wszystkie postanowienia zatracają się i znów nawiedzają cię myśli : „Może wszystko się ułoży…” A jeśli nie? Co wtedy? Kres życia? Depresja? Płacz? Do tego właśnie dąży miłość?! Nienawidzę siebie za to, że pokochałam drugą osobę zapominając o sobie i tym zmieniając się . Nie chce już kochać.. Chce choć na chwile przestać żyć przeszłością i wspomnieniami, które przynoszą ze sobą ból. Nie potrafię myśleć o niczym innym. Nienawidzę cię Sasuke Uchiha!!- krzyknęła, po czym ciszej dodała: Ale też kocham…
W tej chwili poczuła nagły przeszywający ból w prawej nodze. Upadła bezwładnie na ziemię. Okazało się, że stała się kolejną ofiarą pułapki zastawionej przez wrogich shinobi. „ Cholera!”- przeklęła w myślach Sakura „ Jeszcze mi tego brakowało!”. Sakura próbowała się uwolnić z liny, która otaczała jej nogę, jednak się to jej nie udawało. Lina wbijając się w zadając ból. Różowowłosa syknęła z bólu. Zauważyła leżący w trawie ostry kamień i zaczęła nim przecinać linę. Po tak długiej pracy, która trwała w bólu, w końcu udało jej się uwolnić nogę z ucisku. Rana na jej nodze krwawiła. Sakura, aby zatamować krew rozerwała kawałek bluzki i obwiązała ją nogę. „ Teraz muszę tylko znaleźć jakąś rzeczkę lub strumień, żeby przemyć to rozcięcie na nodze” . Wolno ruszyła w głąb lasu. Na szczęście niedaleko od pułapki znajdowało się małe źródełko. Zaczęła przemywać ranę.
***
Chwilę wcześniej Naruto i Hinata wyruszyli w głąb lasu. Szli po śladach Sakury. Przedzierając się przez zarośla zostawiała za sobą dużo połamanych gałęzi i zdeptaną trawę.
- Ślady są świeże.. Biegła tędy niedawno.. Niedługo powinniśmy ją znaleźć.. . – stwierdził blondyn.
- To dobrze. Mam nadzieje, że nic jej nie jest i niedługo się zmęczy, więc będzie myślała zrobić postój.
Po chwili zobaczyli pułapkę, rozcięta linę i sporo krwi pokrywającą trawę.
- Boże Sakura!- krzyknęła Hinata i pobiegła szybko za śladami zostawianymi przez różowowłosą.
- Hinata za czekaj !-krzyczał Naruto.
Jednak Hugga już nic nie słyszała. Cała trzęsła się ze strachu o przyjaciółkę. Ten lęk dodawał jej dużo siły. Z każdą chwilą dziewczyna biegła coraz szybciej. Wybiegła z zarośli i zobaczyła siedząca na kamieniu i obmywająca ranę Sakurę.
Sakura siedziała na kamieniu nie wierząc w to co się stało. Gdy dotknęła swojej rany ona zaczęła się zmniejszać a krwawienie ustąpiło. Z każdym dotknięciem rozcięcie stawało się coraz mniejsze aż w końcu stała się tylko małym draśnięciem. Różowowłosa nie zauważyła biegnącej w jej stronę Hinaty. „ Jak to się stało? Czy to możliwe? Rana pod wpływem mojego dotyku znikła? Skąd mam takie umiejętności? To dziwne… „. Patrzyła na ranę, a później zaczęła oglądać swoje ręce.
***
„ Czy ta Hinata ma motorek w tyłku? Nigdy nie widziałem, żeby ktoś tak szybko biegł.. Ta dziewczyna ma ukryte zdolności.. A ciekawe co z Sakurą?”. Po chwili jednak zobaczył obie przyjaciółki siedzące przy źródełku. Hinata patrzyła zdziwiona na Sakurę, a później na jej draśnięcie na nodze.
***
- Jak to rana zniknęła?!- pytała z niedowierzaniem Hinata.
- No normalnie. Sama nie mogę w to uwierzyć. Wpadłam na pułapkę i rozwaliłam sobie nogę. Rana była dość głęboka i krwawiła. Poszłam do źródełka, żeby ja oczyścić i gdy jej dotknęłam zaczęła znikać. Teraz zostało tylko małe draśnięcie.
- To dziwne naprawdę.. Nie wiedziałam, że masz ukryty dar.
- Ja też.
Naruto dobiegł do przyjaciółek.
- Pokaże ci jak to zrobiłam.- zwróciła się Sakura do Hinaty w ogóle nie zwracając uwagi na Naruto.
Sakura położyła rękę na ranie a ta po chwili zniknęła nie pozostawiając po sobie żadnego znaku.
- O kurde..- powiedział blondyn i otworzył szeroko usta.
- Sakura nie mogę uwierzyć w to co widzę.. To chyba jakieś czary..-wydukała zdziwiona Hinata.
- Sakura!!! Musisz koniecznie o tym powiedzieć o tym Kakashiemu!!-krzyknął podekscytowany blondyn. W przeciwieństwie do Hinaty był pewny tego co widzi. Pociągnął Sakurę za rękę nim ta zdążyła coś powiedzieć. Po chwili cała trójka biegła w stronę obozu.
Borsuczek i Karola
komentarze [48]Rozdział 9 >> wtorek, 24 czerwca 2008 13:54:50
Minęła już co najmniej godzina nim różowowłosa znalazła kartkę. Nie mogła się otrząsnąć po przeczytaniu wiadomości jaką dostała od Sasuke. Słowa napisane na świstku papieru odbijały się jak echo w jej głowie. „ To nie możliwe. To nie dzieje się naprawdę.” Myśli nie dawały jej spokoju . Wszystkie były o Sasuke. Wspomnienia znów wróciły. Znów poczuła się jak mała dziewczynka, która zakochała się ,a jednocześnie pokochała kogoś całym sercem. To co czuła nie było zwykłym zauroczeniem ale prawdziwą miłością, która po raz pierwszy spotkała tą samotną i porzuconą dziewczynę. Nagle zauważyła , że znów przeszłość wraca a ona sama w tych wrotach czasu myśli, że może kiedyś będzie dobrze. Nadzieja, która kiedyś dawała jej siłę teraz stała się bólem tak ogromnym, że nogi ugięły się pod jego ciężarem , a po policzkach płynęły łzy. Wszystkie uczucia jednocześnie napłynęły do niej falami: miłość, nadzieja, ból i żal. Nie wiedziała co robić. „To tak jakby zaprzeczył wszystkiemu co do tej pory było między nami. Co go interesuje moje życie? Do tej pory go to nie obchodziło. Robie sobie nadzieje, ale co można myśleć po czymś takim? Musze się poradzić Hinaty.” . Nie wiele myśląc Sakura wpadła do namiotu i zaczęła potrząsać śpiącą jeszcze przyjaciółką.
- Co się dzieje?- zapytała Hinata ziewając .
- Sasuke tu był! Rozumiesz?! I zostawił mi wiadomość!
- Rozumiem, rozumiem, ale czy musisz tak krzyczeć? Niektórzy ludzie się jeszcze nie obudzili.
Sakura zauważyła, że Hinata jeszcze śpi i nic do niej nie dociera. Postanowiła, że musi ją obudzić.
Włożyła więc jej kartkę do ręki i rozkazała: Czytaj!
Huuga niechętnie podsunęła kartkę pod oczy. Pismo na kartce wydawało jej się w pierwszej chwili znajome. Jednak tekst na niej zapisany wywarł na Hinacie ogromnie wrażenie.
- Ale jak to??? To Sasuke zostawił tą kartkę? To jego pismo prawda?
- Niestety tak.. Jestem tego pewna..
- Jak to niestety? Sasuke Uchiha boi się o twoje życie a ty mówisz: „niestety”?! Całkiem ci odbiło? Przez kilka lat uganiałaś się za nim i chciałaś, żeby choć raz się tobą zainteresował, a teraz co?? Ty płaczesz z powodu, że twój ukochany się o ciebie martwi?? Przecież teraz jest nadzieja, że on coś do ciebie czuje.
- Hinata czy ty nic nie rozumiesz?? On wiedział, że go kocham od dawna, a jednak odrzucał moje uczucia i był obojętny!! On odszedł rozumiesz?? Zdradził mnie, Naruto i cała wioskę!! Dla swojej chorej zemsty!! Wiedział, że będę cierpieć, a jednak to zrobił!! Opuścił mnie wiedząc jak mi bardzo na nim zależy i co czuję !!! Jest zadufanym w sobie cholernym egoistą, którego ja głupia idiotka kocham!! Nie interesuje go mój los!!! Teraz nagle się obudził? Znalazł dla mnie miejsce w swoim przeklętym życiu po tylu latach???
Sakura krzyczała w stronę swojej przyjaciółki zaś Hinata siedziała osłupiała i nie wiedziała co powiedzieć. Z policzków różowowłosej płynęły łzy. Po wypowiedzeniu ostatnich słów Sakura wstała i wybiegła z namiotu. Hinata nie wiedziała co ma robić. „ Mam za nią biec czy zostawić w spokoju? Skoro jest tak zdenerwowana może sobie zrobić krzywdę. Muszę za nią iść.” Założyła szybko na siebie bluzę i wyszła z namiotu. W zasięgu jej wzroku nie było widać Sakury. Hinata postanowiła sprawdzić czy na pewno nie ma różowowłosej na polanie. Obeszła cały teren obozowiska , nie znalazła jednak Sakury. Nie wiele myśląc poszła w stronę namiotu, gdzie spał Naruto razem z Shikamaru. Nachyliła się przy otworze od namiotu i szeptem zaczęła wołać blondyna. Uzumaki miał jednak twardy sen. Śniło mu się jego największe marzenie. Siedział wygodnie w fotelu za biurkiem, na którym leżała sterta papierów. Był wyprostowany i poważny. Z zadowoleniem patrzył na swój gabinet. „ To o czym marzyłem od dziecka nareszcie jest moje… Ten gabinet… Jestem najważniejszą osobą w tej wiosce.. Jestem czcigodnym Hokage..” – myślał Naruto a na jego twarzy pojawił się uśmiech. W rozmyślaniu przeszkodziło mu nagłe pukanie do drzwi.
- Proszę..
Zza drzwi wyłoniła się szczupła postać o granatowych włosach i białych oczach.
- Cześć Naruto…
Wszystko zaczęło wirować. Gabinet znikł, a w głowie blondyna zaczęło jak echo powtarzać imię: Naruto.. Naruto…Naruto!!Naruto!!!! Zdziwiony blondyn poczuł, że ktoś nim potrząsa i coś krzyczy . Leniwie otworzył oczy . Dopiero po chwili obraz nabrał wyrazistych barw . Zobaczył buzię Hinaty i Shikamaru stojącego przed namiotem. Jego współlokator nie wyglądał na zadowolonego.
- Hinata?? Przed chwilą byłaś w moim śnie. Co ty tu robisz?? Pali się czy co?
- Sakura uciekła! Dostała liścik od Sasuke z ostrzeżeniem i… się pokłóciłyśmy a ona wstała i pobiegła do lasu.
- Ty przeklęty śpiochu!!! Brudas i leń w jednym!! Czy mogło być gorzej?? Człowiek nawet nie może się wyspać przez jakiegoś lisa o dziewięciu ogonach!!!- przerwał im wściekły Shikamaru.
- Przestań już, bo zrzędzisz jak jakaś stara baba!! - odgryzł się Shikamaru Naruto po czym zwrócił się do Hinaty: Nie martw się zaraz poszukamy Sakury....
Naruto w samej pidżamie wyszedł z namiotu.
- Masz zamiar iść do lasy w samej pidżamie? –zapytała zdziwiona Hinata.
- No, nie… -Naruto był nadal nieprzytomny.
- Weź jakaś bluzę, albo sweter. Tylko szybko!!- powiedziała rozkazującym tonem Hinata.
- Dobra już idę..
Naruto wrócił do namiotu, gdzie Shikamaru próbował właśnie zasnąć.
- To znowu ty?? Daj człowiekowi odpocząć… Beznadzieja… -powiedział nadal wkurzony na Naruto Shikamaru.
- Już idę. Tylko wezmę bluzę.-odpowiedział Naruto ze śmiechem.
Wyszedł z namiotu nadal się śmiejąc. Kiedy jednak spojrzał na Hinatę , od razu posmutniał. Dziewczyna stała z opuszczoną głową, patrząc się w ziemię. Z jej oczu płynęły łzy, które spadały na ziemię.
- Hinata….-Naruto zaczął, ale nie wiedział co powiedzieć.
Po chwili dodał:
- Nie płacz.. Będzie dobrze.. Znajdziemy Sakura.. Obiecuję ci to..
Hinata uniosła głowę i spojrzała na Naruto. Nie wiele myśląc podbiegła do niego zarzucając mu ręce na szyje, przytulając go . Blondwłosy nie wiedząc co zrobić odwzajemnił uścisk.
- Dlaczego Sakura nie ma szczęścia? Dlaczego ciągle prześladuje ją pech? Najpierw straciła rodziców potem Sasuke ją zostawił… Ona już nie daje rady.. a ja nie wiem jak jej pomóc. Teraz ta kartka.. Napisał jej, żeby nie szła na misję bo zginie z rąk jego brata rozumiesz? Ostrzegł ją w chwili kiedy ona przestała mieć nadzieje.. kiedy próbowała zapomnieć.. W jednej chwili wrócił ten ból, który skrywała w sobie od dawna… Naruto ja naprawdę nie wiem jak jej pomóc..!!??
Hinata opowiadała wszystko Naruto, płacząc. Łzy kapały na bluzę blondynowi. Naruto nie wiedział co ma powiedzieć. Myśli krążyły po jego głowie. „On tu był.. Ostrzegł Sakurę.. Ale dlaczego? Przecież nas zdradził… Zostawił.. Co on sobie wyobraża sugerując po tylu latach , że może coś czuć do Sakury.. Wyobrażam sobie jak ona się czuje … ”. W tej chwili Naruto zrozumiał obawy Hinaty. Odsunął Hinatę delikatnie. Spojrzał jej w oczy i powiedział poważnym tonem:
- Hinato Huuga!! Proszę w tej chwili otrzeć łzy i przestać płakać.
Po chwili jego ton wrócił do normalnej postaci.
- A tak poważnie.. Będzie dobrze..Znajdziemy Sakurę i przyprowadzimy ja tutaj cała i zdrową, a potem się zobaczy..
Wziął Hinatę za rękę i oboje szybko pobiegli w stronę lasu.
komentarze [52]